poniedziałek, 6 maja 2013

Z Taeminem jest nas trzech: Nasza Mewa





Nasza Mewa





Księgarnia nazywała się z zupełnie niewiadomych przyczyn 'Mount Blanc'. Po krótkiej pogawędce z małomównym właścicielem dowiedzieli się, że facet zauroczony był górą od kiedy przeczytał serię książek pewnego europejskiego autora. Księgarnia ta była nie tylko ulubionym punktem Taemina w miasteczku noszącym nazwę 'Nasza Mewa' (tej nazwy jeszcze nie rozszyfrowali) ale także...miejscem pracy braci. Żeby wyjaśnić, w jaki sposób namówiono Lewego do podjęcia takiego poświęcenia, trzeba by streścić krótko kilka poprzedzających decyzję miesięcy...i poczuć bliźniaczą miłość. Zadanie wydaje się łatwe?



Będąc z nimi tak blisko i przez taki okres czasu, Minho zdziwił się, jak bardzo są z syntezowani. Bywały owszem chwile, gdy oboje wspominali o przemożnej potrzebie rozerwania się na pół, ale nigdy tak naprawdę w oczach żadnego z nich nie było widać nienawiści. Być może w chwili, gdyby ktoś położyłby ich na metaforycznym stole z piłą, pewnie w ataku paniki przed utratą drugiego zabiliby swojego 'kata'. Każdy miał jednak zupełnie inny pogląd na to, jak powinna wyglądać ich kariera w 'Naszej Mewie', a jednak żadne z nich nie wywierało presji na drugim. Starszy nigdy nie umiał zrozumieć tego altruizmu i relacji między nimi panującej, relacji opierającej się na spokojnym zrozumieniu i przystawaniu na potrzeby drugiego. Może faktycznie, jeden obijał się w pracy drugiego (mowa o zajmowaniu się fizycznymi robotami w porcie), drugi przestawiał książki brata i denerwował go paleniem na ognisku istotnych dla niego gazet z cennymi artykułami...ale nigdy nie myśleli poważnie o rozłamie. Minho wyparł to skutecznie z pamięci, ale faktem pozostaje to, iż jeden raz Taemin sugerował poddanie się. Wieczorem siedzieli w dziurawej łodzi leżącej bezużytecznie na plaży, wiatr zagłuszał ich słowa, a Prawy wyznał, że to on jest tym drugim. Był pijany, wcześniej byli na kolacji w barze. Minho tak bardzo zapomniał już o tancerce baletowej zwanej Daisy, że nawet nie pomyślał o jej reakcji na taką wieść, a sam...poczuł się troszkę zaskoczony. Jego partner był przypadkiem zaprzeczającym regule, gdy gość nie szanuje gospodarza i zdaje się nie przejmować opinią osoby, której imię nosi. Prawy powinien być Lewym. Teoretycznie więc Taemin nie miał prawa mówić na siebie Taemin, może powinni mu znaleźć inne imię, na przykład Puszek Okruszek. Na tym etapie rozmowa w łódce była jeszcze zabawna. Minho przerwał ją w momencie, gdy zaczynała traktować o oddaniu ciała dla brata, po czym wyrzucił tą scenę z pamięci, wykonując zabieg wyparcia po raz pierwszy w życiu.


Zanim dorośli do tematu Mount Blanc żartowali czasem, że ich styl zarabiania bardziej przypomina samotnego ojca z nastoletnim synem. Minho oczywiście pracował na swój pełen etat, Taemin zaś najczęściej 'od czasu do czasu', choć wiadomo było, że praca fizyczna nie była najlepszym pomysłem, gdy ma się brata o arystokratycznych korzeniach mających swoje źródła najprawdopodobniej aż w czasach cesarstwa. Taemin kręcił się zaś nieustannie blisko księgarni, czasem idąc na przystanek busa okrężną drogą, próbował rozmawiać z jej właścicielem. Zdziwił się niezwykle, gdy pewnego ranka obudził się na dźwięk budzika dopiero po dziewiątej oraz zastając kartkę z adresem, pod który ma iść pracować. Minho próbował podziękować Lewemu za akt jego poświęcenia, godnego prawdziwego hyunga, lecz ten jak zwykle zbył go swoim sarkazmem, prawdziwą dumę ukrywając pod jego warstwą. W ten oto przepiękny sposób Prawy mógł spędzać dnie ze swoimi książkami, nawet starać się zamawiać coraz to ciekawsze pozycje, czasem dotyczące jego ulubionego tematu. Minho, uratowawszy pewnego starego jeepa Kia Asia Rocsta od śmierci, zazwyczaj wpadał po swojego chłopaka około godziny siedemnastej.


Tego dnia zjawił się w Mount Blanc nie później, w ręku trzymając ciepłego jeszcze zawijasa z czekoladą dla swojego wyjątkowo spracowanego partnera.


Taemin siedział na niskim stoliczku, otoczony trzema bądź czterema wieżami z książek. Za nim, niczym ogromny wieżowiec, piętrzyła się półka zapełniona książkami, których grzbiety albo nie odznaczały się niczym, albo były lśniące i kolorowe. Wśród tego książkowego gaju na taborecie siedziała też kobieta około pięćdziesiątki, z włosami spiętymi spinką, rękami grzecznie spoczywającymi na kolanach i nogami złożonymi jak u damy na eleganckim spotkaniu. Jej pantofle były wyjątkowo pobrudzone błotem. Minho przystanął, a rozmawiający nawet nie zwrócili uwagi na dźwięk dzwonka u drzwi. Taemin (rano odbyli rozmowę na temat głośnego niedawno przypadku genialnego mordercy, więc po ilości przykładów z literatury wiedział, że ma do czynienia z Prawym tego dnia) podpierał brodę na rękach i słuchał kobiety uważnie, niczym terapeuta na sesji. Minho zmarszczył brwi- jakkolwiek jego ukochany przejawiał kilka negatywnych cech, to o plotkowanie jak stara przekupka by go nie posądził. Podszedł bliżej, trzymając szeleszcząca papierem bułkę w dłoni i nie powiedział nawet słowa, licząc na jakąś reakcję. Kobieta drgnęła i spojrzała na niego szybko.


- Dzień dobry- przywitała się, wstając i wygładzając spódnicę. - Bardzo panu dziękuję. Bardzo. Widzę, że na mnie już czas.


- Zapraszam w następny czwartek- uśmiechnął się Taemin, pokazując kciuk do góry.- I liczę na jakieś informacje.


- Oczywiście, oczywiście- zgodziła się, idąc w stronę wyjścia i kłaniając się jeszcze raz lekko.- Do widzenia, Taemin. Do widzenia.


Młodszy siedział przez chwilę ze wzrokiem skupionym za szklanymi drzwiami, po czym wyciągnął rękę w geście proszącym o bułkę. Minho podał mu ją, wpatrując się niego uważnie i oczekując, aż sam wreszcie powie mu co zaszło. Chyba wyjaśnienie nie miało przyjść szybko, bo mężczyzna zatopił zęby w swojej bułce i zdawał się zapomnieć o wszystkim innym. Po nasyceniu pierwszego głodu wyznał, że od pewnego czasu radzi kilku osobom w kwestii...pewnej sfery ich życia.


Cholera, Taemin!- Minho parsknął z niedowierzaniem, wykonując bezmyślny ruch i potrącając wieżę z książek.- Kur...cholera, Taemin. Ona miała jakieś pięćdziesiąt lat!


Chłopak nie odpowiedział od razu, tylko patrzył, aż Minho próbuje uporządkować bałagan, jaki zrobił przez swoją reakcję. Wieża niestety nie wytrzymała tego wstrząsu i upadła, rozsypując się na drewnianej podłodze Mount Blanc. Gdyby był tu Lewy, zapewne rzuciłby się na pomoc, oczywiście dorzucając jakąś złośliwą uwagę, ale przynajmniej nie siedziałby jak hinduska księżniczka na swoim niskim stołeczku, oblizując usta z czekolady i czekając, aż jego 'mężczyzna' posprząta bałagan. Tymczasem Minho nawet nie przeszło już przez myśl, że ten ktoś miałby mu pomóc, przez jego głowę przechodziły różne inne myśli. Owszem, seksuologia zawsze ciekawiła jego partnera, czytywał książki, nawet anatomiczne, jeśli miał taki nastrój, w praktyce też był niezły, nawet...bardzo, bardzo niezły. Ale żeby próbować swoich sił w kontakcie z prawdziwymi osobami? Przecież zawsze można trafić na dewianta, na którego przepisu nie ma nawet w najmądrzejszych książkach. Zostawił jednak temat dewiantów, bo nawet nie wiedział, komu oprócz pani w brudnych pantoflach jego partner może dawać rady. Ostatecznie stworzył nie jedną wieżę, ale dwie mniejsze, na wypadek kolejnych niesamowitych informacji.


- Seks może być przyjemnością w każdym wieku, mój ukochany- poinformował go spokojnie Taemin, mnąc papier z piekarni.- Medycyna pozwala na wiele, a i bez tego się można obejść. Minho, czy zdajesz sobie sprawę...


- Hm?- spytał głosem człowieka, który nie może się już więcej zdziwić.


- Że ze mną będziesz człowiekiem aktywnym niezwykle długo- powiedział z szerokim uśmiechem, w jego oczach błyskała jednak zupełna szczerość.- Rozumiemy się? Uciekasz czy ryzykujesz? 


Minho przytaknął z zawadzkim uśmiechem, nawet nie mając nic przeciwko sytuacji, w której on, pomarszczony dziadek, będzie kochał się z równie pomarszczonym, ale na swój sposób nadal niezwykle pięknym dziadkiem Taeminem. Mieli jednak tak dużo czasu do takiego etapu, prawda? Minho rozłożył ręce w geście 'i co teraz?', pytając, jak właściwie to wszystko się zaczęło i na czym to ma polegać.


Zaczęło się od innej kobiety, której urodziny mogły sięgać lat czterdziestych tego wieku. Kobieta należała do gatunku tych, które wzorkiem drapieżnego ptaka zauważą każdy twój sekret i nie mają oporu, by podzielić się swoimi spostrzeżeniami...jeśli masz szczęście, zrobią to z tobą, jeśli nie...z przyjaciółkami. Taemin miał w życiu szczęście. Wytłumaczył jej, że jest dość obeznany w takich tematach i podkoloryzował nawet, że studiował tą dziedzinę (kłamać umiał czasem gładko i bez drgnięcia ani jednego mięśnia twarzy, zupełnie jak jego ukochane postaci), co zamieniło wąskie oczy kobieciny w dwa spodki. Zaczęło się od zaczepnego pytania 'A co możesz mi poradzić, jeśli mój mąż lata za lafiryndą z sekretariatu?', które miało najprawdopodobniej pokazać, że ten młody piękny zna się co najwyżej na książkach. Tymczasem on poprosił ją o kilka odpowiedzi, podpowiedział co nieco...i szczęście znowu dopisało, choć tym razem z drugiej strony- zachwycona kobieta powiedziała swoim przyjaciółkom. Tae był nieco zdziwiony, gdy przyszedł do niego listonosz, mnąc w rękach beret i pytając, czy może chciałby i z nim porozmawiać. Lewy, jako uzdolniony matematycznie, za pomocą logiki, popędzany strachem przed rozmowami o seksie starych nieudaczników, obliczył prawdopodobne dni aktywności każdego z braci. Taemin mógł dzięki temu rozmawiać ze swoim listonoszem, który chciałby zbliżyć się do ładnej pani z poczty, z pracownikiem małego zakładu tkackiego, którego nie pociągała już żona, z dziewczyną, która chyba za bardzo lubiła męskie uszy, z dwoma czterdziestoletnimi paniami ze stażem małżeńskim. Minho był naprawdę pod wrażeniem.


- Rozmawiasz tu z nimi o tym?- wskazał na małą zagrodę z książek.


- Zazwyczaj tak, choć jeśli sprawa jest naprawdę krępująca, wtedy idziemy tam- ręka młodszego wskazała na zasłonę odgradzającą magazyn od sali.


Minho patrzył się przez chwilę na 'pokój zwierzeń', po czym uśmiechnął się zaczepnie i spytał o czym na przykład rozmawiał z ta kobietą. Jego partner zaczął zarzekać się, że nie zdradzi mu tajemnicy 'lekarza', na co Minho przekornie wytknął mu, że nawet nie był na takich studiach, a przekomarzali się tak jeszcze po zrobieniu porządku w Mount Blanc, posprzątaniu, zamknięciu i całą drogę do samochodu przez puste ulice. Młodszy pozostał nieugięty na prośby i drobne fizyczne próby przekonania, jak na przykład szczypanie w boki- był profesjonalistą, którego szanowali jego pacjenci i nie mógł zdradzić tych sekretów nawet Lewemu. Dopiero jadąc z powrotem starszy zapytał, dlaczego właściwie wszytko było sekretem. Taemin spojrzał na niego leniwie i przyznał, że troszkę wstydził się o tym mówić akurat jemu, a Lewy obiecał dotrzymać tajemnicy.


- Chyba sobie żartujesz- parsknął Minho, nie odrywając wzroku od drogi.- Rozmawiasz z ludźmi o ich seksie a mnie wstydzisz się coś takiego powiedzieć?


- O jeju, to już nieważne- wywrócił oczami, ucinając tą część rozmowy- Kochajmy się, gdy wrócimy. Po czekoladzie zawsze mam ochotę.


- Kiedyś nie masz?


Dobrze, że nikt nie jechał drogą, bo w wyniku gwałtownego odbicia w lewo mógłby zrobić komuś krzywdę. Przynajmniej nauczył się ostatecznie, nie nie zadawać takich ironicznych pytań w czasie jazdy.




Droga z miasteczka była długa i prowadziła przez w większości niezamieszkane tereny, gdzieniegdzie usiane drzewami liściastymi. Minho i Taemin mieszkali w miejscu (kilka kilometrów za domem Taesuna), które nawet nie nosiło swojej nazwy, choć niektórzy miejscowi nazywali je 'Obsraną Latarnią', ze względu na obecny tam ten obiekt. Słowo 'obsrana' oczywiście nie było wymieniane w oficjalnych rozmowach, ale słuszne było ze względu na ptactwo, które upodobało sobie akurat tą średniej wielkości wieżę jako miejsce schadzek. W każdym razie Minseok jadący swoim nowym BMW nie miał pojęcia, dlaczego jego brat nie mieszka w 'Naszej Mewie', a miejscu, które nazywa się w ten sposób. Mama, czytając list informujący o miejscu pobytu śmiała się przez dobre pięć minut, a potem w nocy z jej pokoju co jakiś czas dobiegał chichot. Mężczyzna zrzucił to na karb ekscytacji z powodu widzenia syna po tak długim czasie, a sam czuł dokładnie to samo- zwyczajnie stęsknił się za swoim dongsaengiem.


Był ciepły, ładny październik, gdy wraz z mamą wybrali się do 'Obsranej Latarni' (postanowił nie brać żony ani córki).


Ojciec zmarł przed kilkoma miesiącami, co przyjęli może nie bez smutku, ale ze spokojem. Matka jakby zdawała się zapomnieć wszelkie winy, co zdawało się bardziej na miejscu w sytuacji, gdy mężczyzna faktycznie złagodniał i gdy...odwrót był niemożliwy. Nawet gdyby jednak żył, nie wiadomo, czy by go zabrali. Mama wpatrywała się w mijający krajobraz, w jej oczach ten sam błysk- wyglądała, jakby zaraz znowu miała zaśmiać się z głupiej nazwy 'wsi' (która była tak mała, że nie zasługiwała nawet na to miano). Okolica ogólnie rzecz biorąc była urokliwa- spokojna, przepełniona szumem morza i tylko linie telefoniczne psuły co jakiś czas swojski krajobraz. Minseok niestety wiedział, że będą mieli problem ze znalezieniem 'kilku brązowych domków'. Znaleźli dom, owszem, ale...Taseuna. Ten poinformował ich, że dotarcie do jego brata będzie nieco bardziej skomplikowane, bo 'Obsrana Latarnia' znajduje się dalej, bliżej morza. Narysował im mapę na kartce, a po kilkunastu minutach głowienia się nad jej znaczeniem mężczyzna zaoferował odwiezienie ich osobiście. Mama pozostawała jedyną osobą na pokładzie wycieczki, która zdawała się nie tracić przekonania, że jej syn mieszka w cudownym, dalekim od cywilizacji miejscu. Minseok był nieco zmęczony i chyba dostawał lądowej choroby morskiej.


Taesun wysadził ich swoim rozklekotanym jeepem (prawie identycznym jak ten należący wtedy do Minho, tyle, że białym) na miejsce i odjechał, musząc szybko wracać do chorego syna. Dom jego brata spodobał im się od pierwszego wejrzenia- drewno, zdecydowanie dużo ładnego drewna. Stał w otoczeniu liściastych drzew, parterowy, z ogromnym podwórkiem i sznurkami kolorowego prania. Minseok kątem oka zauważył jakiegoś faceta stojącego przy szopie i grzebiącego w aucie, ale nie przywitał się- pewnie sąsiad. Pierwszą rzeczą, jaką zaś ujrzeli po wejściu, były książki...dużo książek (Taesun, gdyby chciał, mógłby rozpoznać kilka swoich, które 'zniknęły' podczas przeprowadzki od niego- jego brat bywał czasem książkowym kleptomanem). Następnie muzyka płynąca ze staromodnego gramofonu zaprowadziła ich do salonu, gdzie Taemin sprzątał, machając rękami i ruszając biodrami do rytmu 'Super Freak'.
Minseok nigdy nie widział go z bliska, ale wiedział, że to musi być Taemin. Może minęło te kilka lat, może nie był już nastolatkiem, poszerzył się w nieco barkach i stracił nastoletnią niezgrabność, to jednak wciąż miał swoje urocze dziecinne policzki, pięknie wykrojone oczy i usta. Jego proste, gęste włosy wciąż były ciemnobrązowe i przydługawe, co Minseok skwitował ironicznym stwierdzeniem, że może wybrał życie hipisa, czy jak oni się tam nazywają...Tae porzucił w końcu ścierkę, witając się z nimi szczerze zdziwiony, kłaniając się wyjątkowo nisko mamie Minho, której błyszczały się oczy. Jedli, gdy Minseok postanowił wreszcie zadać podstawowe pytanie.


- Przecież był na dworze, myślałem, że rozmawialiście- zdziwił się Tae, biorąc w palce kawałek kurczaka.- Właśnie tak się zdziwiłem, że jeszcze nie wrócił, skoro jesteście...


- Nie rozmawialiśmy z nim- zmarszczyła brwi mama.- Zaczynam się zastanawiać, czy go przed nami nie ukrywasz.


Mężczyzna spojrzał na nich zdumiony, wkładając do ust kurczaka i patrząc to na hyunga swojego partnera, to na jego matkę. Minseok zapewnił, że nie widział swojego brata na podwórku, tylko jakiegoś faceta stojącego nad czymś jakimś rzęchem. Tae na to zaczął się śmiać, o mało nie wypluwając wszystkiego, trzymając rękę przy ustach. Mama spojrzała na syna, syn na mamę, nie rozumiejąc tego ataku rozbawienia u chłopaka. Co jakiś czas powtarzał 'jakiś facet', kręcąc głową. Pani Choi przez chwilę zachichotała, bo śmiech zdawał się być zaraźliwy, aż w końcu mężczyzna spoważniał nieco i powiedział, że ten 'facet' to ich rodzony brat i syn. Minseok wpatrywał się w niego przez chwilę w kompletnym zaskoczeniu, mama miała oczy wielkości spodków. Taemin wstał, pobiegł po drewnianej podłodze niczym rozweselony nastolatek i otworzył okno, głośno krzycząc, by Minho przyszedł jak najszybciej. Jego brat pojawił się potem w drzwiach, a najmłodszy ze wszystkich już tam stał- stanął przy nim, jakby chcąc ich porównać. Minseok...był wciąż w głębokim szoku. Minho zawsze był wysoki, ale teraz zdawał się być jeszcze ciut wyższy. Z pewnością praca jeszcze bardziej go 'wyrobiła', zdawał się mieć też spojrzenie człowieka dużo starszego, niż był w rzeczywistości, ale wcale nie było zmęczone. Miał na sobie zwykły, szary podkoszulek i zniszczone dresy do pracy, włosy nieułożone. Taemin stał obok niego, zadowolony...czyżby wystawił na krótką chwilę język w geście zadziornej dumy?


To ty?- wyrywało się trzydziestosiedmioletniemu mężczyźnie, który jakby znowu był średnio rozgarniętym nastolatkiem.


- Chyba tak- odparł z ironią Minho, wycierając brudne ręce o swoje spodnie.



Wyjechali po tygodniu, spędzając miły czas nad morzem, dotleniając się, odwiedzając latarnię niemal codziennie i będąc w 'Naszej Mewie' tylko raz- po tej wizycie stwierdzili, że faktycznie lepiej, że mieszkają tak daleko, bo takie mieściny są czasem jeszcze gorsze niż wielkie bezosobowe metropolie. Minho podzielał tę opinię, choć czasem prawie godzina nudnej drogi z pracy do domu była uciążliwa- dobrze chociaż tyle, że mieli samochód i nie musieli wracać busem, który jechał tylko do pewnego momentu. Pozornie w tej głuszy niewiele było możliwości bycia zaatakowanym, ale strach jednak był, zwłaszcza po jednym incydencie, gdy pewnego razu Minho wracał późnym wieczorem i spotkał najprawdziwsze dziki. Jak wiadomo, z takimi nie ma nigdy żartów i mimo przekroczenia wieku dwudziestu trzech lat oraz zachowania zimnej krwi, bał się jak mały chłopiec. W 'Naszej Mewie' nie było dzików, ale byli Kim Jonghyun, Pan Małomówny oraz Duży Han.


Ten drugi nie był oczywiście uciążliwy, ale niezwykle gryzł charakter Tae, który mówić lubił dużo. Jego szef zdawał się być zupełnie innym typem osobowości, co nie przekonywało młodego do poddania się. Mężczyzna gładził grzbiety książek z namaszczeniem, a jego ekspedient, kompletnie nie zainteresowany książkami oczywiście, nawijał. Czasem nawet twierdził, że Taemin pomaga ludziom w bzykaniu, a on sam postara się wyleczyć tego smutnego człowieka. Prawy zawsze komentował te zabiegi ironicznym spojrzeniem, jakoby właściciel Mount Blanc był nienaruszalnym głazem. Tae znowu postępował wbrew wszystkim i mówił, mówił, mówił. Facet musiał czuć się nieco zdezorientowany, że jednego dnia jego subiekt potrafi leżeć jak nierób na ladzie i pytać go, kiedy ostatnio był w kinie, a następnego dnia ta sama osoba będzie siedzieć zanurzona w lekturze 'Świata sześciu zmysłów' bądź jakiejś powieści filozoficznej. Zdawał się go jednak...lubić. Młodszemu udało się z niego wyciągnąć parę interesujących informacji, na przykład to, że służył w wojsku i nie miał czasu na takie błahostki, jak związek. Taemin czasem obawiał się, że stracą pracę przez wścibstwo jego braciszka, ale Minho zawsze go uspokajał- on naprawdę lubi Tae. Nie mogli wiedzieć, że hyung miał rację- pewnej nocy Pan Małomówny, czyli Park Dongjae, chciał popełnić samobójstwo. Stał już na parapecie okna na najwyższym pietrze trzypiętrowego domku, w którym znajdowała się Mount Blanc, gdy przez głowę przeszła mu jednak głupia myśl, że...nie powinien robić tego temu dzieciakowi w ciele dwudziestokilkulatka. W całej swojej przesyconej książkami wyobraźni zobaczył mężczyznę w kolorowej koszulce idącego ulicą, pogwizdującego i pobrzękującego kluczami, zobaczył go, jak zatrzymuje się nad roztrzaskanym na betonie ciałem...i wyraz jego twarzy zmienia się. Park nie zabił się tamtej nocy, ani tej, ani następnej. Lee Tae jednak tego nie wiedział, nie przerywając swojej walki z charakterem szefa, tak samo jak nie wiedział tego Taemin, czytając swoje książki i wymieniając z nim tylko uprzejmości oraz kilka zdań.

Kolejnym miasteczkowym 'dzikiem' był Duży Han, który pracował z Minho w zakładzie stolarskim od kilku miesięcy. Kojarzył mu się z Yunem (ciekawe, co się działo z biedakiem...?), gdyż tak jak on...był upośledzony- miał to nawet na papierze. Może nawet jeszcze bardziej, tak bardzo, że dzieci żartowały z niego, że jego matka usiadła mu na głowie zaraz po porodzie. Cóż, taka mogła być prawda. Nazywali go 'duży', bo rzeczywiście był duży. Jeśli przeciętny Koreańczyk nie może poszczycić się wyjątkowym wzrostem, to Han...był jak niedźwiedź. Tłusty, wysoki, nieporadny. Gdy pierwszy raz zobaczył go Taemin, od razu zapytał, czy Yun przypadkiem nie pojechał za nimi autostopem, żeby ich ostatecznie zamordować. W każdym razie każdy o zdrowych zmysłach spytałby, kto dał takiemu komuś pracę, gdzie ma się do czynienia z maszynami tnącymi...ale na to pytanie Minho odpowiedzieć by nie umiał i inaczej niż tak, że chłopak po prostu mieszkał tam od zawsze i jeśli można było go czymś zająć, to niech robi i to. Do maszyn i tak nie był dopuszczany, jego pracą było zamiatanie i inne lekkie prace.


Kiedyś Duży Han wszedł do pracowni w swoich zwyczajowych ogrodniczkach, wycierając paluchy o ich materiał. Prawdopodobnie wrócił z jednej ze swoich ośmiu przerw śniadaniowych. Choi podniósł wzrok znad drewna, które zaraz miał zamiar oszlifować.


- Chciałeś coś?


- Mam urodziny. Czterdzieści dwa dni od dzisiaj- powiedział ze swoim zwyczajowym kretyńskim uśmiechem, nie przerywając wycierania palców.


- Nie zapomnę złożyć ci życzeń- odparł miłym tonem.


- Chodź wtedy do mnie- wypalił Duży Han, obnażając zęby (dwóch brakowało) w uśmiechu. – Przyjdź ze swoim bratem.


- Oczywiście- obiecał, wiedząc, że Han i tak nie organizuje żadnego przyjęcia.


Mniej więcej tak wyglądała ich relacja, jeśli tak można było to w ogóle nazwać. Minho nie miał pojęcia, że w tamtym momencie Han mówił jak najbardziej poważnie i naprawdę planował 'przyjęcie'. Zapomniał jednak o tym, wracając do swojego stołu i myśli, że może powinien zaprosić Taemina na obiad z okazji ich rocznicy. Mieszkali już nad morzem parę lat, na własnym gruncie dopiero niecałe dwa, ale właściwie chyba już zapuścił korzenie. Dojście do wody nie trwało więcej niż dziesięć minut, mieli nawet swoją własną, wyznaczoną palami ścieżkę. Z biegiem czasu obaj jego partnerzy zdawali się coraz bardziej przypominać jedność, choć jednocześnie pozostawali tak samo różni- zwyczajnie wszystko ułożyło się na właściwym miejscu w umyśle Minho. Był z 'Taeminem', jednocześnie kochając ich obu równie mocno i nie rozdzielając. Sam nie rozumiał jednak tej zależności na tyle dobrze, by wytłumaczyć ją synowi Taesuna, rezolutnemu siedmiolatkowi z wieloma pytaniami w zanadrzu. Ten niezwykle dziwił się, jak to możliwe, że wujek Tae i wujek Taemin nie lubią tych samych lodów albo dlaczego jeden zawsze gra z nim w szachy, a drugi mówi, że chętniej porzuciłaby z nim lotkami w tarczę. Minho odpowiedział na to jedynie tym, że on też robi 'różne rzeczy' z każdym z wujków i nie umie tego wyjaśnić.


Wracając jednak do dzików i zostawiając na krótką chwilę temat Dużego Hana, pozostawał jeszcze...Kim Jonghyun. Facet był w wieku Minho, może nieco starszy. Urodził się i wychował w rodzinie właścicieli najpopularniejszej restauracji w 'Naszej Mewie'. Jego mama i siostra były kucharkami, tata managerem, a on sam kelnerem. Teoretycznie Taemin popełnił ogromny błąd, wstępując do czerwono-żółto udekorowanego lokalu i dając się wkręcić w rozmowę z sympatycznym, opalonym zdrowo Jongyunem. Kelner nie tylko przyniósł mu dodatkową porcję lodów, ale zaczął drążyć temat jego niejakiej sławy w miasteczku, sławy...Tego Od Bzykanka. Ten przyznał, że owszem, pomaga ludziom w tej kwestii, na co jemu nowemu znajomemu zabłysły oczy. Szybko okazało się, że Jonghyun to typ bardzo przyjacielskiego rzepa, który niezwykle zainteresowany jest korzystaniem z usług tego typu. Tae podobno o mało nie zastrzelił go, gdy ten przychodził do Mount Blanc jeszcze w swoim pasiastym fartuchu i chciał rozmawiać. Najczęściej opowiadał o swoim związku ze śliczną dziewczyną, która jednak trzyma swój pierścień czystości i cholera, chciałby szanować jej zdanie, ale z drugiej strony jest tak trudno! Taemin starał się jak mógł, by w swoich radach dogodzić 'klientowi', z czasem stali się czymś w rodzaju bardzo dziwnych przyjaciół. Taemin skarżył się na niego w nocy, gdy leżał z usypiającym Minho, chował się za słupami, gdy widział z daleka jego pstrokaty fartuch, unikał jak ognia restauracji oraz spuszczał zawieszkę 'zamknięte', gdy ten pojawiał się na horyzoncie...a jednak w pewien sposób go lubił. Może na odległość. Może w taki sposób, w jaki uważa się, że dziki są ładne- z daleka.



- Ponieważ obchodzimy rocznicę, chciałbym was oto uroczyście zaprosić na rocznicową kolację.


- Wow! Tylko wiesz, że będziesz musiał zabrać nas dwa razy, tak?- upewnił się Taemin, ściągając swoje okulary (które tak naprawdę nie miały nawet szkieł, były tylko dodająca powagi ozdobą).


- Jasne, że biorę was dwóch. Myślałem nad...piątkiem i sobotą.


Taemin zgodził się entuzjastycznie, pochylając się nad stolikiem i całując go w usta. Nie rozłączyli się przez chwilę, dzieląc się swoim ciepłem i ruszając niespiesznie ustami. Jeśli chodziło o branie ich obu, to nawet nie pomyślał o sytuacji, w której to jeden z nich miałby nie obchodzić rocznicy. Już same urodziny obchodzili zawsze osiemnastego lipca i tego, który wypadał jako następny- mieli też zawsze dwa prezenty. Minho zawsze starał się wymyślać je na tyle różne, by nie doprowadzić do niesprawiedliwej sytuacji, gdzie jedna osoba dostaje dwa prezenty (cóż, zazwyczaj się udawało, raz tylko nie trafił z zabytkowym młynkiem do kawy dla Taemina- dotychczas nawet nie wiedział, że tej jej nie znosi). W każdym bądź razie trzeba było przeżyć rocznicę z każdym z nich należycie. Gwoli wyjaśnienia, nie była to rocznica dnia, w którym razem pobiegli do lasu i zgodzili się, by 'być razem'. Była to rocznica dnia, w którym poznali się po raz pierwszy- piętnastego dnia czerwca. Wtedy zaczęło się wszystko, wtedy już wiadome było, że są dla siebie ulepieni. Uczczenie tego warte było straty pewnej ilości benzyny.


- Gdzie będziemy jeść?


- Może w Spain?- Minho uśmiechnął się złośliwie.


Była to oczywiście restauracja Jonghyuna.


Taemin udawał, że chce go udusić, na co Minho wybuchnął śmiechem. Sam niezbyt miał ochotę, by kelner przysiadł się do nich w trakcie ich randki i opowiadał o swoim związku bądź mówił cokolwiek. Wiadomym było przecież, że z chwilą, gdy zobaczy Taemina, nie przejdzie mu nawet przez myśl, by zostawić go w spokoju. Zwłaszcza, jeśli można zobaczyć go razem z jego facetem, wow, cóż za niesamowita okazja, by zobaczyć dwóch...homo...razem na randce. Niesamowite. Minho skończył się śmiać i przyznał, że zarezerwował już stolik w nieco spokojniejszym i wolnym od Jonghyuna miejscu.




.

2 komentarze:

  1. Wow. Dopiero skomentowałam jeden rozdział, a już jest drugi.
    Taemin mógłby otworzyć swój własny gabinet i na tym zarabiać. To byłoby ciekawe.
    Zawsze wyobrażałam sobie Minho i Taemina mieszkających gdzieś w domku za miastem. W lesie. Tylko oni. I mały piesek biegając między nogami. Są idealną parą. Samą w sobie.
    Był przeskok kilku lat, tak? Coś tak myślałam, że ten facet to Minho. Spotkania z rodziną mogą być przyjemne. Po długim czasie.
    Czyli, że dziecko brata Taemina było uświadomienie, że w jednym wujku są jednak dwaj wujkowie? Więcej zabawy.
    Tak bardzo się cieszę, że żaden z braci nie będzie zabity, tylko zostaną obaj. <3 Chociaż nie spodziewalam się, że to akurat Lewy jest tym pierwszym. Ale już chyba przestali zwracać uwagę.
    Widzę, że koniec zbliża się nieubłaganie i trochę mi smutno. Jednak cieszę się, że byłam tutaj w trakcie dodawania i mogłam przekazywać Ci moją opinię, która zwykle była bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczułam takie ciepło, jak pomyślałam, że to jest takie ICH sielskie życie. Ich marzenie się spełniło i możemy to zobaczyć. Opisałaś taką ich codzienność, co bardzo mi się podobało - wspaniale się o niej czytało. W dodatku niezwykłą codzienność, bo mimo że mieszkają na wsi (Obsrana Mewa, urocza nazwa XD), daleko od mieściny, to mam wrażenie, że ich życie nigdy nie będzie nudne, nie z dwoma Taeminami. ;) I świetnie, że przystosowali się do życia w trójkę.
    Ucieszyłam się też, że naszą parę odwiedziła mama i brat Minho. Dobrze, że utrzymali relacje i nie muszą się przejmować (mam nadzieję) nieprzyjemnymi osobami.
    Naprawdę ciekawy rozdział. Cieszę się, że 3min jest razem w tej cudownej morskiej scenerii <3

    OdpowiedzUsuń