piątek, 18 stycznia 2013

Czarno-białe Węże 12/13 [Błękitna Wróżka]


rozdział NC-17, trochę bardziej niż poprzedni. 
ostrzeżenie: riming! 



"Błękitna Wróżka"



Nocą Kibum odebrał telefon, który zaniepokoił go do tego stopnia, że zebrał się w sobie i wybrał się w końcu na Daedong. Chciał pozbyć się z głowy papierowego, pustego głosu hyunga mówiącego, że chyba jest trochę źle. Przez własne problemy nie odwiedził Jonghyuna wcześniej, co było tak beznadziejnie nierozważne, że miał ochotę sam siebie udusić. Jakim ummą był, jakim najlepszym przyjacielem…?  Wiedział, że trzeba było przekonać hyunga, że to naprawdę nic takiego. Przecież….to tylko jakiś walnięty koleś z niezwykłymi mocami, nie warto aż tak się pogrążać dla paru wspomnień… Wiedział, że to dziecinne i okrutne, ale naprawdę nie miał pojęcia, jak mógłby go pocieszyć, nie było w jego słowniku takich słów. Była może szósta rano szarego dnia, gdy ubrał się i wsiadł w metro.

Jego wąż miał na niego dziwaczny wpływ, choć nie przyznałby się do tego otwarcie za żadne skarby-, to jednak stanowił pewne nowe towarzystwo. A Jonghyun…? Może i Kibum często widział go płaczącego, ale mimo wszystko, nie z naprawdę z poważniejszego powodu niż to, ze jego ulubiony zespół nie wygrał Music Bangu lub też, że właśnie wygrał.  Spodziewał się najgorszego- może nawet stóp w znoszonych skarpetkach, dyndających z sufitu…dość. Key mentalnie wymierzył sobie policzek za bycie drama queen i otworzył drzwi mieszkania. Na  powitanie odpowiedziała tylko mu cisza i dźwięk telewizora, więc wszedł dalej i zastał go widok Jonghyuna…leżącego na boku przed telewizorem i oglądającego bajkę. Nie płakał, ale miał ciemne, wyraźne wory pod oczami i dziwacznie dla niego bladą skórę.

-Chyba nie próbowałeś valium?- spytał ze zgrozą Kibum.

-Dlaczego?- spytał chłopak, nie odrywając wzroku od odbiornika- Piłem tylko herbatę.

-Wiesz dlaczego…

Jonghyun nie zareagował, chyba nawet nie mrugnął i to chyba było bardziej przerażające niż gdyby wybuchł nagle płaczem i rzucił mu się do stóp. Czy Key kątem oka zauważył spakowany plecak za kanapą? Gdy zapytał, okazało się, że to pranie dla mamy, bo pralka się zepsuła. Bardzo septyczny postanowił nie drążyć dalej, zauważając nowe zdjęcie, oprawione w jasną ramkę. Przedstawiało Taemina, a jakże, z małpą i niepasująco poważną miną. Kibum podszedł do półki i wziął zdjęcie w rękę, przesuwając po nim wzrokiem. Może nie warto było pytać na razie, czy Jonghyun faktycznie ćpa z rozpaczy, jeśli dawało mu to na razie ulgę i choć mówił totalne głupoty, to nie mógł nic poradzić na swoje tchórzostwo. Może lepiej było porozmawiać o czymś przyjemniejszym, niż od razu rzucać się na niego z pazurami i wyrzutami, co sobie robi…? Może spyta go o to, jak w ogóle się poznali z Taeminem.  O tak, wiedział, że być może to jak grzebanie skalpelem w świeżej ranie, ale chyba lepiej się nią zająć, niż zakrywać ją plastrem i udawać, że jej nie ma?

-Może gdzieś pojedziemy?- Jonghyun nie odpowiedział na pytanie, tylko spojrzał zamyślony za okno- Może do ZOO? Przywieźli małe słoniątko…

-Przestań, przerażasz mnie- kocie oczy Key rozszerzyły się lekko w niepokoju- Siedzimy tutaj…i jeśli nie chcesz o nim opowiadać, dobrze. Możemy mówić o Big Bang, mają nowy…

-Prawdę mówiąc nie mogę pamiętać, jak się poznaliśmy - przerwał Jonghyun, uśmiechając się lekko- Poznaliśmy, złe słowo…to on mnie wziął, wiesz? Ja wtedy siedziałem w zasranych pieluchach, dosłownie.

Kibum patrzył się na niego bez żadnej ekspresji, wyczuwając, że nie warto przerywać tego zaczynającego się monologu. W końcu sam chciał tego słuchać, tak? Usiadł na niskim stoliku, nie mówiąc już nic.

-Myślę, że musiał zrobić coś naprawdę złego, skoro nie mówił tego nigdy wprost…po prostu zabrał mnie rodzicom- powiedział zwyczajnie Jonghyun- Mówił, że kiedyś był inny, mniej ludzki…to prawda. Może ja tak tego nie widzę, ale trzeba to nazwać porwaniem.

Kibum zmarszczył brwi…mniej ludzki? PORWAŁ DZIECKO? Czy to mogło oznaczać, że pierwotne plany Taemina dotyczące osoby jego hyunga naprawdę nie były aż tak niewinne? Nie prowadziło to jednak do niczego, wciąż nic nie rozumiał i nie wiedział! Jedynie to, że nazywanie Jonghyuna przez Taemina ‘małym’, nie było obrazą związaną ze wzrostem czy penisem, tylko wspomnieniem czasów, gdy Jjong rzeczywiście był ‘mały’. „Znali się’, zanim jego hyung zdołał choćby powiedzieć słowo i kiedy z łatwością ssał swoje stopy.

-Ale jak to…zabrać cię z wózka?- spytał niepewnie, czując się dziwnie w roli tego mniej ważnego w rozmowę, nie w roli gwiazdy- Porwanie? Ale jak…?

-Normalnie…czasem żałuję, że tego nie zrobił. Wyobraź sobie moje życie! Może zabrałby mnie w góry, może bylibyśmy prawdziwą rodziną…- nagle zawahał się, pocierając czoło- Kocham moich rodziców, ale nie tak, jak jego. Rozumiesz? Kocham go…bardziej, inaczej. Jestem złym człowiekiem?

Brązowe, wielkie oczy Jonghyuna spojrzały w kocie Kibuma. Ten czuł się kompletnie zagubiony, nie wiedząc, czy powinien szczerze powiedzieć, że tak, to było bardzo nie w porządku wobec kobiety, która go urodziła…miłej pani Kim…oraz jego taty, również porządnego człowieka…mówić, że żałuje, że nie porwał go jakiś stwór i nie zabrał w ciemne góry czy gdziekolwiek indziej, wychowując go jak swoje dziecko. Jednak coś w słowach Jonghyuna było logicznego i oczywistego, coś takiego, że rozumiał jego uczucia i nie mógł powiedzieć…o tej racjonalnej stronie. Jonghyun przestał wbijać w niego to spojrzenie i jęknął, mówiąc, że może bez szkoły i tego wszystkiego byłby szczęśliwym człowiekiem, skoro jest paru wariatów na świecie, którzy żyją jak pustelnicy z własnej woli….i są szczęśliwi!

-Wtedy nie poznałbyś mnie- zauważył cicho Kibum, unosząc brew-Ani Se Kyung.

- Czemu z nią wyskakujesz?- zmarszczył brwi hyung, a Key miał ochotę westchnąć głęboko z ulgą, że pokazuje już ekspresje i emocje- Jakoś bym cię znalazł, nie wiem. Zrozum…czasem tak bardzo boli mnie, że postanowił oddać mnie do moich rodziców i zachowywać się według ludzkich zasad. Mogłem być tylko jego dzieckiem, wiesz? Wtedy wszystko byłoby inaczej, wtedy…

-Dlaczego w ogóle cię zabrał?- przerwał mu młodszy, biorąc poduszkę z sofy i siadając wygodniej na ziemi- Żeby cię zjeść czy zrobić jakąś ofiarę, co? Skąd wiesz, że by cię nie zrzucił ze szczytu! Po co mu byłeś?

-Bo potrzebował kogoś- odparł po prostu chłopak, patrząc przelotnie na ekran i Muminki- Mówił mi, że chodził po tym Seulu, nie mogąc odejść…bo MINHO…jednocześnie zupełnie nie mając już celu ani nikogo…i wtedy byłem ja, sam…moi rodzice opowiadali historię ze zniknięciem chyba każdemu…czasem ich nienawidziłem, wiesz? Chyba ten prawie rok, gdy byłem z nim, był najlepszy.

-Prawie rok?!

-Tak…dlatego potem rodzice bali się mnie wypuszczać na wycieczki klasowe- wzruszył ramionami chłopak- Nigdy im nie współczułem, wiesz? Naprawdę jestem trochę zły…a on chyba też zmiękczył ich strach, bo nigdy nie byli specjalnie nadopiekuńczy, jak twoja mama kiedyś…a normlanie powinni bać się mnie zostawić choćby na pięć minut samego, co nie?

Zapadła cisza, a Jonghyun milczał, chyba zastanawiając się, co jeszcze mógłby na ten temat powiedzieć. Key tymczasem starał się zrozumieć całą ta historię. Dlaczego Taemin chciał zabrać dziecko, po prostu czując się samotny? Dlaczego nie mógł wrócić…? Bo Minho…? Zbierając wszystko w jedną całość, Minho i Taemin musieli być kiedyś razem, nawet bardzo, bardzo blisko. Rozstali się z jakiegoś powodu, może Minho chciał być w mieście, a rudy nie…ale tamten polazł za nim aż tutaj, nie biegnąc jednak od razu w jego ramiona, tylko włócząc się po mieście i szukając dziecka, które mógłby porwać. Jeśli Jonghyun miał dwadzieścia jeden lat, to musiało to być mniej więcej wtedy…Coś jednak powstrzymało porywacza i oddał dziecko z powrotem. Nie zostawił go jednak, będąc anonimowym trzecim rodzicem. Historia niczym pisana przez pacjenta szpitala psychiatrycznego, toż to by się nawet za Rowling nie sprzedało!

-Policja…podobno byłem w wiadomościach, hah- zatrzymał się na chwilę, uśmiechając się lekko- Taemin mówił, że byłem brzydkim dzieckiem, ale może dlatego właśnie postanowił mnie wziąć.

-Miłe…a dlaczego nie wziął sobie jakiegoś kolesia?- znowu przerwał Diva, stawiając oczywiste dla siebie pytanie- Miałby seks i nikogo by nie musiał porywać rodzicom!  

-Żartujesz sobie?- głos Jonghyuna był zdziwiony i chłodny- On w życiu nie dotknąłby nikogo niż Minho…łączy się w pary na całe życie, rozumiesz? Z resztą…tutaj chodzi o to, jak mogło wyglądać moje życie, gdyby nie musiał kurwa  mnie oddać! Co za różnica, skoro i tak zawsze był przy mnie? Mam przecież siostrę, ona mogła być ich, ja jego…

Kibum nie powiedział nic, ale było mu przykro patrzeć tak na ten obłęd. Nie mógł wyobrazić sobie sytuacji, w której mając normalnych rodziców, żałowałoby się, że nie zostało się im odebranym i nie żyło się inaczej z…skąd wiedział, jak wyglądałoby życie z Taeminem sam na sam, wychowywany tylko przez niego? Może byłby mądrzejszy, kto wie? Może wcale nie musiałby być dzikusem? Key wiedział też z drugiej strony, że przecież nie zna tego ‘demona’ na tyle dobrze, by wiedzieć, jakim ‘rodzicem’ byłby i jaki naprawdę jest, ale…i tak coś w nim krzyczało, że wszystko co słyszy jest po prostu niewłaściwe i nigdy nie powinno się na dobrą sprawę zdarzyć. Czuł się…pominięty. Skoro Jonghyun wolał być z Taeminem, obojętna mu była też znajomość z Kibumem.

-Nie chodzi o ciebie, Kibuminnie…naprawdę, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu- przerwał jego myśli hyung, oblizując nerwowo usta- Ale on jest czymś innym. Czasem życzę sobie, żeby być z nim sam na sam chociaż jeszcze jeden dzień, jak na końcu tego filmu o robocie*. Będziesz moją Błękitną Wróżką?

I znowu coś spadło w jego sercu, tym razem z czystego współczucia dla Jonghyuna, a nie dla samego siebie. To było nowe i dziwaczne uczucie i choćby nie wiadomo jak się bronił, to jednak znajomość z Taeminem wpłynęła na niego w pewien sposób. Tak jakby…jego zdolność empatii się rozwinęła. Z westchnieniem usiadł obok Jonghyuna i przytulił go po prostu, czując, jak jego mięsnie rozluźniają się pod jego dotykiem. Pogładził go po umięśnionych plecach, które teraz jednak zdawały się placami dziecka, a nie dorosłego mężczyzny.

-Wróżką raczej nie jestem…ale dlaczego myślisz, że on już nie wróci..? Przecież…

-Ale nie teraz- wymamrotał w jego ramię Jjong, gdy obaj położyli się na kanapie i byli tak splątani- Jak już będę stary. Wiesz co, nie byłbym zły, że Minho byłby moim tatuśkiem, zawsze mogłem trafić gorzej.

Kibum zaśmiał się bezmyślnie, a wraz z nim jego hyung. Był to śmiech powierzchowny, ale z drugiej strony pełen jakiejś głupiej nadziei ze strony Jonghyuna, że może tak się stanie, może faktycznie Minho będzie jego przyszywany tatuśkiem, jeśli tylko to pozwoli mu być razem z Taeminem już na zawsze do końca. Kibum przestał się śmiać, nadal uspokajająco przeczesując gęste włosy drugiego chłopaka.

Jonghyun kontynuował opowiadanie.

Key słuchał chętnie, bo wszystko to było tak niesamowite i czasem wyjaśniało niektóre rzeczy, jak na przykład to, dlaczego Jjong nagle nie zdał w liceum i dlaczego zaczął chodzić do tej samej  klasy co Kibum i Minho (bo Taemin akurat wtedy musiał opuścić Seul). Albo dlaczego w ogóle nie miał pryszczy, ale to tylko przy okazji. Oczywiście zaraz Jjong zaczął się tłumaczyć, że Taemin, będąc surowym rodzicem, nie upraszczał mu życia nadto, na przykład nie poprawiając mu ocen czy nie sprawiając, że dziewczyny leciały na niego jak muchy do lepu. Tutaj akurat trzeba było oddać zasługę jego  chłopięcemu urokowi i talentowi muzycznemu.

-Czemu właściwie oddał cię rodzicom…?- zapytał ostrożnie Key- Skoro już cię zabrał, nie powinno go to….

-Zrozumiał, że nie uda mu się temu sprostać…tam…samemu i bez doświadczenia z rosnącym dzieckiem….

-Tam?

-Wężowe Gniazdo, w górach.

Zapadła chwila ciszy, podczas której młodszy ułożył sobie kolejne fakty w głowie i doszedł do wniosku, że to chyba musiał być dom Taemina…i Minho, prawdopodobnie. Czyli po tym ‘niecałym roku’ Taemin poddał się i zlitował nad nieswoim dzieckiem, wrócił do miasta, oddał je, ale nie zostawił. Ognik ciepła rozpalił się w sercu Divy- rudy musiał w pewien sposób…pokochać małego Jonghyuna.

-Wężowe gniazdo…a czemu akurat węże? Wiesz?

-Też nie wiem…zawsze miał tego małego…potem przywlókł z tamtej podróży, co mnie zostawił, tego czerwonego.  

-Teraz jest mój- prychnął młodszy.

-Co?!

Kibum wywrócił oczami, ciesząc się jednak, że wreszcie otrzymał jakąś gwałtowną reakcję. Zaczął opowiadać o swoim nowym zwierzęciu, podświadomie starając się nie zastanawiać, czemu akurat on dostał prezent i mając nadzieję, że Jonghyun nie zwróci na to uwagi. W końcu, to byłaby kpina, gdyby chciał takim błahym prezentem zastąpić ich…więź.


*

Dom- jak dziwacznie było używać tego w stosunku do nich, bo mówiąc kosmopolitycznie, ich domem mogło być wszystko wokół. Ale oni posiadali takie miejsce, właściwie dwa- jedno pierwsze, na północy, które aktualnie zamieszkane było przez osy, które uwiły sobie gniazdo wśród połamanych desek i pochylonych ścian. Budowniczymi wtedy nie byli, z resztą, nikt nie zaglądał tam od dawna, dlatego zostawili ruinę i jej nowych mieszkańców w spokoju, przemieszczając się na zachód, w głąb kontynentu.

I był oto, groteskowo osadzony na urwisku, przytulony do góry i trzymający się jakby wbrew zasadom znanym człowiekowi dom. Dom ten był wysoki i niezwykły, całkiem wedle ich szaleńczej i nie do końca człowieczej wizji, zbudowany dość niedawno, bo niecałe cztery wieki temu. Ściany miał różnokolorowe, ale dominowały przede wszystkim beże i czerwienie. Dachy był strome, jak w ich rodzinnych stronach, ale nie panowała tu żadna główna zasada. Z racji umieszczenia domu, był nieregularny, jak budowla z klocków dostawianych wedle uznania, w nim się wchodziło na poziomy, nie przechodziło z pokoju do pokoju czy wchodziło na piętro. Taemin kochał światło, więc okien było pod dostatkiem- przestronnych, wychodzących na góry i dolinę, na drzewa.

Jeżeli ktoś odważyłby się wejść do środka, znalazłby sterty rzeczy, które obaj- nawet Minho!- gromadzili jak sroki przez lata, stosy książek i przedmiotów, materiały i dywany. Malutki Jonghyun, który był tu prze pewien czasu, zostawił za sobą pluszowego pieska, grzechotkę i buciki. Minho obserwował je uważnie.

-Zabrałeś go tutaj?- spytał miękko, gdy młodszy wziął do ręki prawego bucika, czując ukłucie w sercu- Ale jakim cudem go wykarmiłeś?

- Może też jestem wilczycą- odparł bezmyślnie Taemin, wciąż patrząc na pamiątkę- Małe dzieci nie potrzebują tego samego, co większe dzieci…jakoś sobie poradziłem, dopiero potem były problemy… Zawsze wyobrażałem sobie…

Minho przytulił go od tyłu, całując go w ucho i pozwalając kontynuować. Zawsze wyobrażałem sobie, że jest nasz i po prostu ciebie nie ma, polujeszWidzisz tą kołyskę, tam…? Była taka piękna, ale on nigdy nie chciał w niej spać, zawsze chciał ze mną…naprawdę mi pomógł, gdy ciebie nie było. Starszy nie komentował tego werbalnie, może jedynie całując go znowu w czubek głowy, jakby mówiąc, że on też tęsknił i że nie miał pojęcia, że z drugiej strony wyglądało to w taki sposób.

-Teraz też by mu pasowała, gdyby chciał nas odwiedzić- powiedział w końcu czarnowłosy, głową wskazując na kołyskę i Taemin dopiero po chwili załapał aluzję do niezwykłego wzrostu ich wspólnego przyjaciela. Rzucił w starszego jakąś książką z upomnieniem, że nadludzki wzrost nie upoważnia do żartów z niskości innych.

Jak cudownie znowu było mieć go przy sobie i być w domu.

-Taemin- zaczął później Minho, muskając palcami po głowie  kucającego przy stercie rzeczy Taemina - Patrz, zostaw to. W górze.

I Taemin zostawił oglądane przez siebie, swoje stare zabawki- lunetę, kilka ksiąg, rozłożonych wszędzie. Bo jeśli gdziekolwiek mieli tyle ‘luksusowych’ rzeczy, jak na przykład książki, to właśnie w tym domu, przytulonym do góry potworze. Tymczasem młodszy spojrzał najpierw na stojącego nad nim ukochanego, potem dopiero przeniósł wzrok na wysoki sufit. Przede wszystkim najistotniejszym elementem tegoż sufitu były kraty, a właściwie swego rodzaju powietrzna klatka, z której zwierzę do niej przeznaczone mogło spokojnie wyjść, kiedy miało ochotę, lub pławić się w cieple. Kiedyś były tam trzy węże- czerwono-czarny, różowo-zielony i czarny. Teraz na kratach leżał ten ostatni, czerwonymi oczami wpatrując się w pana, który opuścił go tyle lat temu.

Minho uśmiechnął się tylko lekko na widok totalnie zaskoczonej, bladej twarzy ukochanego. Chłopak wstał powoli, z głową zadartą i włosami opadającymi na oczy, zaraz je odgarniając, tak trudno było mu przecież uwierzyć, że jego waż tu został, może czekał na niego, zamiast wypełznąć i zniknąć na zawsze, zginąć w górzystym krajobrazie. Minho natomiast ukucnął, klepiąc udo towarzysza i dając sygnał, by usiadł mu na ramionach. I Taemin usiadł, wkrótce będąc o wiele, wiele wyższym, tak wysokim, że wąż mógł obniżyć się i z lekką nieufnością dotknąć jego ręki. Wąż był przeraźliwie stary, wręcz niewiarygodne, jak długo wytrzymał…powinien był już zdechnąć.

-One tyle nie żyją….a on czekał na nas, hyung, on wiedział- powiedział młodszy, czując, że wzruszenie związane z powrotem do domu także daje o sobie znać- Od kiedy Jonghyun tu był…

Minho nic nie powiedział.

Po tym przywitaniu zajęli się domem, w którym trzeba było jednak trochę posprzątać, tajemne siły tajemnymi siłami, ale w tym im pomóc nie mogli. Wrócili….niestety, jak się spodziewali, kilka dni po powrocie wąż zdechł. Taemin nie płakał, taka była kolej rzeczy, ale natychmiast zdecydowali wziąć sobie następnego, jak tylko zaczną podróżować. Trzeba było zapełnić ich dom, życiem.



Taemin złapał pewnie za poręcz łóżka, ostrożnie sadowiąc się nad twarzą Minho. Teraz nie tylko jego włosy były ogniste, ale temperament także, oj tak, teraz zabierał sobie te wszystkie lata z nawiązką. Język Minho nie tracił czasu, nie zgubił też doświadczenia, gdy musnął miękki pośladek młodszego. Taemin zagryzł wargę, patrząc cały czas w tył, zdawałoby się, kontrolując, ale tak naprawdę wiadomo było, do kogo należy wszystko w ich alkowie. Język sunął po ciepłej skórze powoli, z rozmysłem, w końcu trącając jeszcze nieco wilgotne od poprzedniego razu wejście. Taemin westchnął, przymykając na chwilę oczy i przesuwając dłonią po swojej męskości- zaczęło się, to do czego język wilka został stworzony, poza mówieniem oczywiście. Minho nie mógł ruszyć rękami, węże oplatały je zbyt mocno, ale nie potrzebował ich, gdy jego giętki organ działał cuda w jego ukochanym, czasem na skórze wokół i na wrażliwych mięśniach.

Taemin już nie otwierał oczu, już nie, trzymając rękę na swoich pośladkach i rozszerzając je, by dać mu więcej, więcej przestrzeni i dostępu, niech go szlag trafi i te jego utalentowane usta! Wąż zasyczał jakby w odpowiedzi, nie zmieniając pozycji z rąk starszego, niczym żywa lina, a Minho uśmiechnął się krzywo, przerywając na chwilę swoje cuda. Może i miał ograniczony widok przez siedzącego mu na twarzy kochanka, ale mógł widzieć jego zatraconą w przyjemności twarz, jego męskość i krople potu na ciele. Wtedy młodszy spojrzał w dół z naganą i przesunął ręką po swoim pośladku, ponaglająco. I Minho musnął językiem dokuczliwie, znowu czując tam smak siebie. Może zostało to już powiedziane, ale nawet tutaj, nawet w miłości jest podział na alphę i betę i nie zmieni nawet tego fakt, że to Taemin siedział na nim…i tak to on był pod władzą wilka, nie odwrotnie, on jęczał, on tracił zmysły.

Długi, długi czas potem, może kilka nocy potem, leżeli na wyściełanej kocem podłodze, z głową młodszego na piersi Minho. Nie rozmawiali już teraz tak dużo, ich głosy ochrypłe od krzyku i gardła wciąż na nowo przyzwyczajające się do ich naturalnego środowiska, do ich Wężowego Gniazda przytulonego do górskiego szczytu. Minho przeczesywał palcami jego włosy, z czułością i właściwie niepotrzebująca słów miłością. Co to było dla nich, te dwadzieścia dwa lata? Jak bardzo bolesne okamgnienie…

-Właściwie, dlaczego Seul?- spytał nagle młodszy, prostując się do siadu- Dlaczego nie uciekłeś przede mną gdzieś, gdzie jest mniej ludzi?

-To było zadanie- pokręcił głową Minho- A gdy już się skończyło…nie byliśmy razem, tak?

-Lepiej nic już nie mów.

Taemin spojrzał na swoje dłonie, tak naprawdę po raz pierwszy doceniając moc słow. Brzmiało to tak, jakby jego ukochany sądził, że już do siebie nie wrócą, nawet mimo ich straszliwej, beznadziejnie głupiej kłótni, podczas której prawie się pozabijali, kiedy ich drogi się rozeszły. Może nie do końca, bo wtedy Taemin, zawsze mniej uparty i szybciej wybaczający z ich dwojga, podążył za ukochanym i szedł, szedł, aż w końcu znalazł…I on sam nawet przez sekundę nie pomyślał, że to pieprzony koniec, to była faza, pierwsza kłótnia, raz na siedemset lat przecież muszą, prawda? Mógł unosić się dumą, ale…wierzył, zawsze. Minho zmarszczył brwi i sięgnął, łapiąc go dokuczliwie za kosmyk włosów, jakby mówiąc ‘przestań, o czym myślisz? Spójrz na swoje włosy- ich kolor, to nas łączy’. Taemin uśmiechnął się do niego zza grzywki, znowu przytulając się i zamykając oczy.

Tak samo jako on wierzył, Jonghyun musi wierzyć w niego. Przeczucie ukłuło go w brzuchu i nagle zrozumiał prawdziwe znaczenie błysku w oczach Minho, wtedy, gdy starszy mówił, że ‘najpierw czas dla nich, potem dla Jonghyuna’. Teraz zrozumiał, że jego ukochany wiedział coś więcej. Otwarte w chwili zrozumienia oczy zamknęły się znowu, przecież nic nie mógł na to poradzić.





* Jonghyun mówi o filmie "A.I. Sztuczna inteligencja"



16 komentarzy:

  1. świetny.. w sumie jak zawsze :3
    nie mogę uwierzyć, że kolejny rozdział będzie tym ostatnim TT,TT

    OdpowiedzUsuń
  2. ojjj Bezzz przy niektórych fragmentach naprawdę wariuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie. ja wariuje czytając XD zacytowałam nawet na tumblrze fragment i dodałam link twojego bloga, żeby nie było ^^;;

      Usuń
    2. ooooooo! A jaki :DDDD? bardzo ci jestem teraz wdzięczna <3

      Usuń
    3. http://loveforeverlastforever.tumblr.com/post/40854710603/http-the-professionals-boy-blogspot-com <3

      Usuń
    4. i na twittera cos tez dodalam ^^;; https://twitter.com/kpop_ciel przepraszam XDDDD"""

      Usuń
    5. ZA CO TY PRZEPRASZASZ. BOŻE PÓJDĘ SPAĆ Z MYŚLĄ ŻE NA ŚWIECIE JEST KTOŚ KTO MNIE I 2MIN ZACYTOWAŁ <333 I JESZCZE CZUJE 2MIN TAK BARDZO ŻE CYTUJE TAKIE NIBY NIEPOZORNE FRAGMENTY. DZIĘKUJĘ CI XDD jesteś wciąż niezawodna <33

      Usuń
    6. one są niby niepozorne? XDDDD ja przy nich wariuje właśnie XD' <33333 jejku jestes najlepsza Bezzz serio xd <3 gratuluje geniuszu i wyobraźni i tego że potrafisz ją tak ładnie oprawić w słowa.. :3

      Usuń
  3. Płaczę, śmieje się, płaczę, śmieje się. Bezzz, gdybym wierzyła w "Boga" Ty byś nim była!
    Nie wiem co mogę napisać, bo wszystko było cudowne... no może poza tą sceną z Taeminem siedzącym na twarzy Choi, to było chore... ale podobało mi się, co jeszcze bardziej mnie dziwi...
    Urocze było gdy Key przytulał się z Jjongiem by go wesprzeć. Był dobrym dla niego przyjacielem.
    Podobał mi się też wątek z czekającym wężem.
    Za tydzień ostatni rozdział, ne? Nie chce by 28 stycznia kiedykolwiek nastąpił.
    Twoja wdzięczna że piszesz to opowiadanie Kasumi~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wowow, aż głupio mi odpowiadać na to pierwsze zdanie, szczerze mówiąc! Hah, chore, no może faktycznie powinnam dodać ostrzeżenie o rimingu, bo nie każdy chyba jest z tym zaznajomiony. Mam nadzieję, że nie odrzuciło cię całkiem :D
      Tak, za tydzień ostatni....mnie aż ściska serce, ale niestety, tak musiało być...teraz widzę inne możliwości, ale już za późno. Cóż, dziękuję tobie także ~

      Usuń
  4. Dziwne uczucie mną targa kiedy zaczynam czytać i uświadamiam sobie , że nie długo będzie koniec .
    W sumie nie wiem zbytnio co powinnam napisać ( bo to , że ryczę na samą myśl , że to koniec jest dołujące jak dla mnie ) ale pomyślałam sobie ,że warto coś napisać co mogę uznać za wyraz mojej wdzięczności za twoją twórczość którą udostępniasz.
    Powiem , że mimo iż nie przeczytałam dużo fanficków ( bo dopiero zaczynam poznawać ich uroki ) to twój najbardziej mi się spodobał . Może i nie przeczytałam wszystkich twoich opowiadań , ale twój styl pisania jest niezwykle przyjemny . I powiem że mam nadzieję , że po skończeniu tego zaczniesz tworzyć coś nowego ( w bardzo krótkim okresie )

    ~Naomi~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci, że mimo wszystko napisałaś. Każda nowa opinia bardzo wiele znaczy i ciesze się, że moje ff są jednymi z pierwszych dla ciebie. Sama zaczynałam bardzo daaaaawno, ale od dość utalentowanych osób, więc też życzę ci udanego startu w świecie fanfiction i miło, że podoba ci się mój styl.
      Mam jeden pomysł, ale nie mam pojęcia, jak szybko uda mi się go zrealizować....zobaczymy jeszcze~

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że Jonghyun jakoś się pozbiera, a Key już na pewno mo w tym pomoże ;)
    Genialne i niesamowite - z resztą jak zawsze.
    Jak to przedostatni rozdział!? Co to ma być...? Nie zgadzam się!
    Planujesz już jakieś kolejne opowiadanie? Będę tęskniła za CBW, ale wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć... Czekam na końcówkę i życzę weny :)
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety ;/ owszem planuję, ale jak już pisałam parę razy nie od razu...niech ten pomysł sobie przesiedzi w mojej głowie, nie wiem też na 1000%%, czy wypali, więc...

      Usuń
  6. Znowu taki piękny rozdział. Key, kochany Bummie, dobry przyjaciel. Tęskniący Jonghyun. No i 2min, w końcu razem w swoim domu, jak stare dobre małżeństwo ^-^ Umiesz ciekawie wykreować interesujące postacie, każdą z odrębnym charakterem, to się chwali :)
    Buu, został jeden rozdział :O Z niecierpliwością czekam na uwieńczenie twej wspaniałej pracy ^^

    OdpowiedzUsuń