niedziela, 25 listopada 2012

Czarno-białe węże 6/? [Jonghyun's time]

EDIT: bardzo proszę o nienominowanie mnie do LA...to miłe, ale tak naprawdę nie jestem w stanie odwdzięczyć się moimi własnymi nominacjami, a czytelników nie interesuje autor w mojej osobie...taka jest po prostu prawda, są tu dla opowiadań :] Dziękuję za nominacje, ale jeśli ktoś zainteresuje się, dlaczego nie odpowiedziałam, to tu jest właśnie odpowiedź. Wybaczcie, drodzy nominujący :c






-  Co znaczy “oswoić”?
- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - “Oswoić” znaczy “stworzyć więzy”.
Stworzyć więzy?
- Oczywiście - powiedział lis.
(…)
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za swoją różę.

„Mały Książę” 


Jonghyun siedział w samochodzie i zabandażowanymi, sztywnymi dłońmi wystukiwał o kolana rytm głupiej piosenki. „You’re a bitch, but I love you anyway”,jakby śpiewał to Taeminowi prosto w twarz- a zrobiłby to z niemałą satysfakcją, choć pewnie potem przepraszałby go na kolanach. Możliwe,  że na poparzonych kolanach- ostatnie bolesne doświadczenia nauczyły go jednak ostrożności. 
W radiu zaczął się początek drugiej zwrotki, a on spojrzał za okno. Czekał na mamę, która zamiast wziąć jakieś maści od pani doktor, znowu się z nią zagadała. Tak naprawdę jednak jego myśli szybko z maści i mamy wybiegły na nieprzyjemne i grząskie tereny. Czyli temat Taemina i tego, w jaki sposób chce wynieść się z jego życia. Aż oklapł na siedzeniu, opierając głowę o zagłówek. 


Rok 1995.

-Noona…- zaczął nieśmiało Jonghyun, gdy pani opiekunka uderzyła głową w kierownicę i samochód bezwładnie zaczął zjeżdżać na pobocze- Nie śpij…!

Tego dnia po raz pierwszy powiedział komuś o Taeminnie i już wiedział, że popełnił błąd- w końcu w tym wieku dziecko zaczyna widzieć, że pewne rzeczy nie powinny się stać.  Jego opiekunka nie powinna dowiedzieć się o Taeminnie. Wszystko przez to, że kazała mu narysować najlepszego przyjaciela z piaskownicy, bo była bardzo ciekawa. Pewnie myślała, że narysuje tego słodkiego chłopczyka z oczami jak kot i z różową chustką na głowie. Nie do końca tak się stało. Jonghyun narysował siebie i trzymającą go za rękę wysoką postać z czerwonymi włosami, nosem niczym klamka od zakrystii, wężem wokół szyi i oczami jak czarne wiry. To był oczywiście Taeminnie.

- Aaa!- Jjong krzyknął, kuląc się na siedzeniu, gdy coś łupnęło i samochód stanął na chodniku, maską w pojemnikach na śmieci i prawie wgnieciony w słup.

Tak naprawdę nie bał się tak, jak powinien się bać, gdy jego opiekunka usnęła na kierownicy niczym jego tata na blacie kuchennym. Tylko, że jego tata robił to po wypiciu wody, która nazywała się Soju. Opiekunka tymczasem nie piła żadnej wody, była tylko zdenerwowana tamtym rysunkiem i nic nie mówiła oprócz ‘wszystko będzie dobrze, Jongie’ i wszystko stało się nagle, po prostu uderzyła głową w tą kierownicę i samochód zjechał na bok. Tak naprawdę Jonghyun miał być jeszcze godzinę w jej mieszkanku w miłej dzielnicy, bo rodzice wracali z pracy później, ale sytuacja była wyjątkowa. Otóż gdy zdziwiona pani zapytała, kimże jest ta narysowana kobieta. Jonghyun wyjaśnił jej cierpliwie, wskazując kredką na węża, że to jest jego przyjaciel, mimo, że jest duży, ale i tak się z nim bawi, pokazuje mu swojego węża i że bardzo się lubią. I to nie jest kobieta tylko pan.

Pani powiedziała, że natychmiast wracają do domu  i że musi porozmawiać z jego rodzicami. Wtedy po raz pierwszy zrozumiał, że nie powinien był chyba mówić o tej znajomości, bo rodzice mogą być zazdrośni o Taeminnie. I gdy był cały zmartwiony w tym samochodzie, pocieszany nie wiadomo czemu, niesłuchany, stało się to. Pani zasnęła jak tata w piątkowe wieczory.

- Ja cię zabiorę do domu.

Jonghyun podskoczył lekko, gdy Taemin otworzył drzwi samochodu. Klęczał na chodniku, brązowe, spięte w niezgrabny kok włosy opadały mu na twarz a na sobie miał kolorowy i pewnie ciepły sweter. Jonghyun otworzył usta ze zdziwienia, ale tak naprawdę ten sam dziwny spokój z czasu wypadku działał na niego jeszcze teraz, bo to przecież nie był nikt obcy, tylko Taeminnie po niego przyszedł.  Starszy odpiął mu pas bezpieczeństwa i  zaprosił na zewnątrz samochodu, po czym wziął go na ręce i zamknął drzwi, zostawiając opiekunkę samą, z głową oparta o kierownicę. 
Szli tak do domu powoli, może całą godzinę, trzymając się za ręce. Następnego dnia pani nic nie pamiętała, miała tylko plaster na czole i głupie wyjaśnienie, że uderzyła się w szafkę. Grali w ‘Zgadnij kto’ i nawet poszli do cukierni po bułeczki. Jonghyun cały czas pamiętał, co Taemin powiedział mu, gdy zostawiał go na schodach jego domu- „I nigdy nikomu o mnie nie mów, dobrze? Jestem tajemnicą”. I tajemnicą został. 


Opiekunka została potem i tak zwolniona przez ten incydent- w końcu kto zostawia dziecko same pod domem, żeby czekało na rodziców? Wszystko przez to, że jemu zachciało się pochwalić przyjacielem…na szczęście Taeminnie czuwał. Oj tak. Jonghyun niezgrabnie otworzył schowek w swoim własnym samochodzie (który dzisiaj z oczywistych względów prowadziła mama) i zobaczył tam sekretne zdjęcie z balu przebierańców.

Mógł śmiało przyznać, że miał najlepsze przebranie na całym balu i żaden frajer w kostiumie cowboya czy nawet Kibum jako wróżka nie mogli go pokonać. Mama krzyknęła, gdy wyszedł z ogrodu w pełni gotowy, z policzkami zapadniętymi, cieniami pod oczami, białą twarzą i postrzępionymi ubraniami. Na policzku dla efektu rozmazaną miał ziemię- Taemin jednak naprawdę znał się na rzeczy. Gdzieniegdzie ‘wyrwane’ włosy sprawiały tak upiorne wrażenie, że jego mama aż zapytała go, czy naprawdę chce w tak iść. I dotykała jego głowy, czy naprawdę nic sobie nie zrobił, ale włosy nadal tam były. A jednak wyglądały, jakby wypadły, jak u niezbyt świeżego trupa. Na zdjęciu też wyglądał przerażająco,zaś kucający obok niego Taemin....

Rok 1997.

-Panno wodzu, może zatańczymy?- spytał figlarnie tata kolegi z klasy, trzymając w ręce kubeczek z lemoniadą- Nalegam.

Taemin obrócił głowę w kierunku natręta, jego usta zadrgały w uśmiechu. Jonghyun patrzył na niego z dołu, trzymając kubeczek z zieloną lemoniadą i tylko błagając, by się nie zgodził. Nie zgódź się, nie zgódź się, jesteś tu ze mną! Taemin patrzył tak na podrywającego go faceta, cały skąpany w czerwonym świetle dziecięcej dyskoteki, intrygujący  w swoim stroju Indianina, który po dłuższym namyśle miał jednak w sobie coś strasznego. Cienie na policzkach i ten pióropusz, łącząc to z oczami koloru płynnego miodu….Podrywacz zdawał się także poddać wpływowi tych oczu i długim momencie ciszy, bo nie powiedział nic. A Jonghyun zaklinał Taeminnie.

Nie zgódź się.

-Nie- powiedział Taemin niskim głosem, tak niskim, że facet z prędkością światła uświadomił sobie, że to nie ‘panna wódz’, lecz ‘pan’ z krwi i kości- I nie szkodzi. Pana żona czeka pod świetlicą, proszę do niej iść. Już zaczyna się denerwować. 

I facet opuścił ich, zdziwiony i zmieszany, przepraszając mimo wszystko. Jonghyun rozpromienił się, gdy zagrożenie odeszło, a Taeminnie spojrzał na niego z góry i uśmiechnął się, biorąc od niego kubeczek z zieloną lemoniadą. Jonghyun czuł na swojej pelerynie zombie piąstkę Kibuma, który…

Na ten szczegół Jonghyun zachichotał- gdyby Kibum miał nieludzką pamięć i gdyby ją wytężył, może pamiętałby, że już kiedyś widział Taemina. Na balu przebierańców, 16 lat temu, jako mały dzieciak w stroju męskiej wróżki, gdy trzymał pelerynę Jonghyuna i zazdrośnie patrzył na swojego hyunga zajmującego się kimś innym. Ale Kibum nie miał nadludzkiej pamięci i nie kojarzył Taemina. Może to lepiej. Nie, to dużo lepiej. Mógłby jeszcze zdawać sobie pytania, od kiedy to po ludziach nie widać, że minęło 16 lat i od kiedy 30-latkowie wyglądają na góra osiemnaście. Jak Taeminnie, który wedle takich obliczeń powinien dochodzić trzydziestki.


Rok 2006.

Siedzieli na stołówce, gdzie Jonghyun toczył walkę o życie. To znaczy przygotowywał się do testu, który miał zadecydować, czy zda z matematyki, czy też nie. Nigdy nie szło mu aż tak źle, prawdę mówiąc zawsze miał do pomocy Taemina, który miał wyjątkowy sprawny mózg i czasem też i wyjątkowe zdolności (ale o tym cicho-sza!) i dlatego Jonghyun utrzymywał się na dostatecznej ocenie przez większość swojej nauki w szkole średniej. Jednak tak się niefortunnie zdarzyło, że najpierw Taemin zniknął, czyli Jonghyun był zdekoncentrowany i smutny. Wtedy odkrył, że jest tak jakby od niego uzależniony- gdzieś usłyszał piosenkę, w której śpiewali coś w rodzaju ‘jesteś moim narkotykiem’. Tak, Taemin był narkotykiem Jonghyuna- bez niego był trochę jak warzywo. 

Był mu potrzebny do pieprzonej matmy. Co on teraz zrobi? Wyrywał sobie włosy z głowy, pozwalając obiadowi stygnąć i skreślał kolejne nieudane wyniki. Czemu to było takie cholernie trudne? Dlaczego Taemin odszedł, gdzie był, gdy tak bardzo go potrzebował? Dlaczego nic nie wychodziło? I dlaczego ten obiad przyprawiał go o mdłości?

-Nie martw się, jak nie zdasz, to będziesz miał fajną klasę- pocieszył go kolega, klepiąc go po plecach- To tamci przy oknach.

-A kto tam chodzi?- dopytała się Amber, przegryzając Pocky- To nie jest jakaś sportowa?

-Oszalałaś? Kim Key Pedałbum w sportowej? To, że Choi Minho tam chodzi to nie robi z niej sportowej…

Każdy mógł mieć na imię MinHo. Znał aktora o tym imieniu, grał w jakimś serialu...to nie musiał być wcale Minho Taemina. 

Jonghyun podniósł wzrok znad kalkulatora i spojrzał w głąb stołówki. Nazwisko wydawało mu się cholernie znajome, ale wcale nie tylko z gazetki szkolnej, mówiącej o niebywałych rekordach ich młodego sportowca czy też z opowiadań, jak to rozgramia każdego w piłkę nożną…gdzieś indziej. Minho. MinHo. W końcu kolega pokazał mu palcem, gdzie siedziała jego ‘nowa, fajna klasa’.  Nie zwrócił uwagi na ‘Kim Pedałbuma’, nie zwrócił uwagi na piękną Krystal, tylko na wysokiego chłopaka jedzącego instant kimichi. Ciemnobrązowe pukle opadały mu na twarz, gdy tak się pochylał, ale i tak widział, że chłopak musiał być przystojny. Na ręku miał zegarek elektroniczny. To musiał być Choi Minho.

Minho z opowiadań Taemina był wielki, ale Jonghyun nie do końca wiedział, czy zawsze chodziło mu o wzrost. Jego rudowłosy przyjaciel mówił to dość dwuznacznie, jednak wiadomo było, że Minho był nieco wyższy niż przeciętny mężczyzna. Ten koleś był wysoki, ale bez przesady. Oprócz tego Minho miał mieć czarne włosy, cały sprawiać wrażenie, jakby ktoś narysował go smolistym węglem…tak mawiał czasem Taemin. 

Choi Minho był zwyczajnym, choć przystojnym nastolatkiem z brązowymi włosami i chudymi nogami sportowca.

Tak się na niego zagapił, że chyba nawet obserwowany to wyczuł. Podniósł głowę i ich oczy się spotkały- te nieznajomego były duże i czarne, patrzyły spokojnie na Jonghyuna, jakby nie było to dla niego specjalnym zaskoczeniem. Jjong odwrócił wzrok, patrząc na swoją beznadziejną sytuację. Nie myślał już nad tym, czy ten Minho to tamten Minho, tylko nad tym, że prawdopodobnie naprawdę będzie z nim chodził do klasy. I z Kibumem.

Pedałbum. Parsknął spóźnionym śmiechem, opluwając swoje notatki.


Jonghyun w teraźniejszości także chichotał nieskrępowanie, przypominając sobie reakcję Kibuma, gdy usłyszał to z jego ust po raz pierwszy. To znaczy Key wiele razy słyszał to niepochlebne przezwisko z ust ‘kolegów’ z otoczenia, ale zawsze ignorował je niczym Diva i pewnie był wdzięczny hyungowi, że tego go nie używa. Gdy w końcu jednak siłą rzeczy młody Kim nie zdał przez swoją depresję z powodu pierwszego odejścia Taemina i brak umiejętności…podczas prezentacji klasowej, w stresie, powiedział, że tą oto pracę wykonał z Pedałbumem. I chcąc nie chcąc, stał się jeszcze bardziej popularny w swojej nowej klasie i po raz pierwszy w życiu zobaczył rumieniec na bladych policzkach przyjaciela, równie różowy co jego nowiutkie adidasy. 


-Pani historyczka co zebranie zaprasza nad  do siebie i chwali go- powiedział ojciec, klepiąc chłopca w ubrane w jeansową kurtkę plecy- Jonghyun musi cichcem dużo czytać, a jakoś często go nie widzę przy nauce. Cwaniaczek.   

I zaśmiali się wraz z panią katechetką pobłażliwie.

Jonghyun jednak pokiwał głową, ale nie powiedział, że nienawidzi czytać nudnych książek historycznych. Tak naprawdę wszystko wie od Taeminnie i z takim nauczycielem wszystko wydaje się prostsze, bo siadają na drzewie i starszy opowiada, dużo mówi, prosto, a mały Jjong słucha z otwartymi ustami. Może nie o bitwach, ale za to opowiada o czasach głodu w ich kraju, o wojnach z Japończykami, o okupacji i co najważniejsze, wie też sporo nie tyle o tym, co działo się na ich kontynencie, ale w Europie i nawet Ameryce także. Mówi o Indiach. Bo Taemin podróżował ze swoim Minho, wcale nie będąc ograniczony ‘zamknięciem granic’ swojego państwa, okupacją. I byli w tylu różnych miejscach, może dlatego Taemin ubierał się tak kolorowo, tak oryginalnie. Był wolny jak ptak, obaj byli i to fascynowało Jonghyuna. Jakby nikt nie mógł ich zatrzymać, żadne wojsko…

‘Aż do czasu, aż do czasu’ powiedział kiedyś Taemin i Jonghyun nie zebrał w sobie odwagi, by zapytać, czy to dlatego rozstali się z Minho i kiedy ten ‘czas’ nadszedł. Miało to związek z czymś w ich kraju? 

Wracając do historii…Oczywiście trudno mówić coś o przyszłości profesora, ale już wiele znaczy to, że czasem pani siada na krześle i po prostu słucha tego, co mały Kim ma do powiedzenia. O kulturze zachodu, o tym, jak zmieniano religię i tak dalej w ten deseń, aż trudno było uwierzyć, że mówi to jedenastolatek. A podobno zazwyczaj ma taki tępy wyraz twarzy….  

-To dlatego, że tak chętnie chodzisz do kościółka. - powiedziała pani katechetka, gdy stali tak pod kościołem- Bozia jest wdzięczny i daje ci rozum.

-Nie wierzę w tego Boga, proszę pani. Tego Boga wymyślili sobie ludzie, a u nas kiedyś nawet nie wierzono w tego Boga, który jest tam- i wskazał na kopułę kościoła- To nie jest nasze.

Obaj dorośli przestali się uśmiechać.

Tak naprawdę to nie były jego słowa, ale Taeminnie. Utożsamił się z nimi jednak jak kameleon, bo choć na początku wydawały mu się straszne i aż odsunął się trochę od chłopaka mówiącego to wszystko ze śmiertelnie poważną miną, siedzącego obok niego na kocu pod drzewem i krojącego koślawie jabłko dla nich dwóch. Taeminnie powiedział, że jednego i wyjątkowego Boga-stwórcy nie ma. Ponadto dodał, że ludzie w ich kraju nie wierzą nawet w to, co powinni, a ten Bóg z kościołów i Biblii, nie jest ich. Mały Jonghyun z łomoczącym sercem poprosił o więcej informacji, a Taemin metodycznie obierał jabłko ze skóry, tak samo jak obierał młody mózg Jjonga z ubranka religii i podstaw, które mu wpojono od małego.

Jabłko-Jonghyun nie poddał się bezmyślnie, ale wcale też się nie opierał. Wszystko, co mówił Taeminnie, zawsze się sprawdzało i nie miał powodu, by mu nie wierzyć. Chodził nadal do kościoła, bo wypadało, bo zbierał naklejki, ubierał spodnie z szelkami, potem już tylko na specjalne okazje, ale wciąż. Za to klęcząc lub siedząc w ławie myślał tylko o tym, że to wszystko nie jest ich i że to równie sensowne, jak robienie audycji radiowej dla głuchoniemych. I teraz, w święto, w jeansowej kurteczce, stojąc z tatą i jakąś panią, wyznawał, że nie wierzy w Boga. Twarz jego ojca stężała, jak zawsze, gdy Jjong plótł jakieś bzdury. Teraz jednak zdawało się to niemal niebezpiecznym bluźnierstwem, jakby zaraz grom miał porazić tego przemądrzałego dziesięciolatka. Pani przed nim miała zmieszaną minę.

-Żartujesz sobie, Jjong?- zapytał szybko tata, znowu klepiąc go w plecy, tym razem z upomnieniem- Nie żartuj z pani Park.

-Nie żartuję, jestem niewierzący. Mam już prawie jedenaście lat!

I tak Kim Jonghyun ujawnił się jako ateista. Nie dostał co prawda lania, bo był już za duży, ale jego tata jakby się na niego obraził. Przeszło mu dopiero, gdy Jonghyun wygrał olimpiadę z Wojny Koreańskiej i przyniósł do domu dyplom. Jonghyun spojrzał przelotnie za okno- mama nie wracała, ale szczerze mówiąc myślał o czymś innym. Przeszła go znowu ta nieprzyjemna myśl, że niedługo on znowu go zostawi , jak wtedy, w liceum, ale tym razem nie spowoduje niezdania, ale prawdziwą depresję. Bo to będzie na zawsze. Przełknął ślinę, starając się odpędzić łzy. Musiał być takim mięczakiem?

Tak naprawdę Taemin był dla niego więcej niż rodziną. Był jak mama i tata w jednym, powiedział mu o życiu więcej, niż żaden inny nauczyciel zdołał. Pomijając już to, że potrafił sprawić, by nikt nie widział jego pryszcza czy wyleczyć jego gardło, nawet pomóc jego włosom odrosnąć, gdy mama ścięła go w upokarzający sposób. Nie wiedział jednak, dlaczego właściwie jest z nim.

-Przez ciebie to jest dla mnie normalne- zmarszczył brwi Jonghyun, zadzierając głowę w górę.

-Co takiego?- także zmarszczył brwi Taemin, który leżał brzuchem na gałęzi drzewa, z nogami spuszczonymi w dół. Wąż sunął mu na głowie, jak jakaś żywa tiara albo nawet korona.

Jonghyun (który odmówił wejścia na drzewo z pomocą przyjaciela- wąż i wysokość zbyt go przerażały) uściślił, że chodzi mu o sytuację, gdy mężczyzna kocha mężczyznę. Taeminie nigdy nie ukrywał, że przez całe swoje życie związany był właśnie z mężczyzną, którego kochał i kocha nadal, tylko w pewnych okolicznościach rozstali się, a teraz nie może do niego wrócić…bo nie może. I Jonghyun zawsze poznawał, po wyrazie twarzy i bladości skóry przyjaciela, że nie należy pytać dalej. Jedynie zaakceptować te strzępki informacji o tej osobie, jakich udzielał mu czasem w dziwnym nastroju rudowłosy. Nie uzyskawszy reakcji na swoje wyznanie, Jjong stanął bliżej drzewa i oparł się o nie.

-A nie boisz się…no wiesz….że nawet jeśli nie Bóg, to cośtam wasz ukarze? Ciebie?

-Wiesz Jonghyun, chyba jesteś już taki duży….-zaczął dziwnym głosem starszy, oplatając drzewo nogami, jakby też był jakimś wężem- Choćby Bóg istniał, mógłbym smażyć się w piekle o sto lat dłużej za każdą noc z Minho.

Wąż zasyczał znacząco.

Jjong rozchylił usta z niemego zdziwienia, bo tak naprawdę nikt oprócz kolegów nie rozmawiał z nim nigdy o seksie, a zwłaszcza nikt dorosły. Tymczasem Taemin otwarcie przyznaje, że jest to przyjemne, nie traktuje tego jako coś, przed czym się ucieka. Taka postawa była wciąż świeża dla chłopaka, może dlatego tak go pociągała…chciał być taki, jak on. Mimo to cofnął się z lekkiego wrażenia, natrafiając na korzeń i upadając na tyłek.


Kiedyś Taemin powiedział mu, że jego włosy były czarne, gdy był młodszy. Ale zmieniły kolor, bo jego Minho władał ogniem (cokolwiek to miało znaczyć), tak, jakby chciały być właśnie koloru płomieni. Teraźniejszy Jjong pomyślał z sarkazmem, że ‘Flaming Charisma’ w ironiczny sposób idealnie odzwierciedlało ukryte zdolności Choi Minho. Skąd dziewczyny mogły wiedzieć, że głupie przezwisko dla ich sportowca jest tak trafne? A może czuły to podskórnie? 


Nadchodzi taki czas, gdy dziecku przestaje wystarczać ‘Święty Mikołaj” i inne głupie wyjaśnienia ‘cudów’ oraz gdy po prostu chce znać fakty. Taki czas nadszedł dla Jonghyuna, gdy miał lat osiem. Oczywiście wtedy nie wierzył już, że prezenty przynosi kto inny niż mama i tata, wróżki od zębów miał za sobą, ale nadal nie odpowiedziano mu na jedno pytanie. Długo patrzył, jak Taemin rozpala ogień dmuchnięciem, jak potrafi sprawić, że czyjś samochód nie działa, albo dlaczego właściwie tak pechowo było mu się czymkolwiek narazić, bo potem można było dorobić się worów pod oczami i bezsennych lub koszmarnych nocy. Dokuczający mu kolega z wyższej klasy przekonał się o tym, aż skończył na językach całej szkoły, trafiając do szpitala po uderzaniu głową w ścianę. Chciał pozbyć się wspomnienia koszmaru.

-Czym jesteś?- spytał drżącym głosem chłopiec, gdy Taemin tak po prostu usiadł obok niego na tylnych siedzeniach auta.

Mama za kierownicą nawet nie obróciła głowy, jakby obcy mężczyzna właśnie nie wsiadł jej do auta. Miała ręce luźno na kierownicy i wzrok wbity prawdopodobnie w światła. Tak, chłopak obiecał mu towarzyszyć na Akademii Młodych Talentów, ale żeby już w podróży? I wsiadać sobie tak po prostu, na środku skrzyżowania, nie zauważonym przez kierowcę? Właśnie, czym on był? Nagle przed oczami stanęło chłopcu wiele obrazów.

Widział, jak Taemin nagle rozpościera swoje błoniaste skrzydła, albo jak unosi wargi i widać pod nimi wampirze kły. Aż przeszedł go dreszcz, bo chłopak długo nie odpowiadał, jakby chcąc specjalnie go przetrzymać i cholera, czyżby jego cień się zmienił? On umiał robić takie rzeczy z cieniami, oj umiał. Jjong zaśmiał się nerwowo, a ciemne, badawcze oczy przyjaciela nie opuszczały jego twarzy. Światło się zmieniło, samochód ruszył.

-Nie jestem demonem, głuptasie- powiedział w końcu Taemin- Próbujesz dalej?

-Czarodziej?- Zaśmiał się, więc nie. – Wiedźma? Czarny Anioł? 

Tym razem zaśmiał się tak głośno, że Jonghyun aż przestraszył się, ale mama nadal się nie obróciła. Jechała estakadą, nucąc jakąś angielską piosenkę, w lusterku było widać jej przerażająco mętne oczy. Jonghyun przełknął ślinę i nie patrzył już tam więcej, za to skupił się na rozmówcy. Nie wiedział, co takiego może być śmiesznego w tym, co mówił…ale i tak też się uśmiechnął. Może jego głupota. Obrażał go tym? Wampirem nie mógł przecież być, bo nie wyszedłby na słońce no i jadł spaghetti jego mamy z czosnkiem. Nie zaczął zwijać się ze wstrętu. Może jakaś nimfa? Nie, jest przecież mężczyzną, nie raz kąpali się razem w stawie. Diabeł? Był za dobry dla niego….a może chciał kupić jego duszę?

-Zaraz przegrzeje ci się głowa- powiedział wciąż rozbawiony Taemin, przykładając dłoń do spoconego tym lekkim strachem czoła chłopca- Obawiam się, że nie ma na mnie słowa w naszym języku. Ale wiesz, co mogę ci powiedzieć?

-Hm?- zainteresował się Jonghyun, pochylając się bliżej i słysząc, że pas protestuje.

- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła…jak to mówią.

Prawie się wtedy na niego obraził, ale i tak mu przeszło, gdy dostał owacje na stojąco na Akademii. Wiedział, iż była to w pełni jego zasługa, bo Taemin obiecywał nigdy nie ingerować w jego wokalne zdolności, bo to byłoby żałosne.  Ale nie dowiedział się, czym jest Taemin i nie wiedział tego do teraz….być może tak było lepiej. Być może naprawdę nie było słowa, które umiałoby określić to…wszystko. Westchnął i spojrzał pogardliwie na radio, które właśnie zaczynało grać ‘It’s not goodbye’ (jakby nie mieli koreańskich wykonawców, do cholery! Gdzie Super Junior?). Wbrew jego woli głupia, ale ładna piosenka zaczęła przywoływać kolejne wspomnienie.


Tylko raz widział, jak Taemin płakał. JJong miał wtedy ciężki przypadek grypy, prawie czterdzieści stopni i rodzice byli przerażeni, że szpital będzie nieunikniony. Nie wiedzieli, co kazało im zostać w nocy w łóżku, zamiast siedzieć przy chorym synu, ale skąd mogli wiedzieć…Taemin czuwał przy nim, całą noc, bez zmrużenia oka. I płakał, bynajmniej nie z powodu wyczerpującej grypy swojego podopiecznego- przecież nic nie mogło się stać, wiedział to. Może myślał, że Jonghyun spał, ale tak nie było.

Ten rozbudził się z przepełnionego potem snu i szklanymi oczami zobaczył, jak starszy chłopak siedzi pochylony przy ścianie. Jego plecy drgały, a wraz z nimi materac. Po raz pierwszy tak naprawdę role mogły się odwrócić, to Jonghyun stałby się tym silniejszym i dorosłym, wynurzyłby się spod kołdry i powiedziałby, że to nic, że kiedyś spotka się z tym Minho, że będą razem, że po prostu…ale nic nie zrobił i tylko obserwował ukradkiem, jak Taemin w końcu wyczerpany opiera się o zimną ścianę, a na policzkach ślady po łzach lśnią w świetle księżyca. Oczy miał puste, gdy tak patrzył się przez okno sypialni Jonghyuna, czuwając nad nim w czasie tej paskudnej choroby i myśląc o kimś zupełnie innym, kimś, kto powinien go teraz w nocy trzymać w ramionach i całować. Minho.

-Minho- powtórzył bezgłośnie Taemin, tak po prostu, do siebie, w chwili słabości- Ty…

Jonghyun aż sapnął cicho, słysząc chyba po raz pierwszy brzydkie słowo w ustach swojego przyjaciela. Co to mogło w ogóle znaczyć?  Wyjrzał jeszcze raz zza kołdry, ale nie zobaczył nikogo. Przeszedł go skurcz strachu i gdy spojrzał w bok, Taemin już leżał obok niego, wpatrując w niego po trochę oskarżycielsko, po trochę zawstydzony. Jego oczy nadal były szkliste.

-Prze…

-Śpij.


Jonghyun zakrył twarz obandażowanymi dłońmi, tym razem pozwalając już łzom spłynąć, bo to wszystko i tak nie miało sensu. Co z tego, że mama znajdzie go ryczącego jak dziecko na siedzeniu obok kierowcy- może pomyśli, że to z bólu. Taemin go opuszczał, wracał do swojego wielkiego Minho, nie wiadomo dlaczego akurat teraz i dlaczego nie może zabrać go ze sobą…czasem łapał się na myśli, że tak bardzo potrzebuje Taemina, że mógłby umrzeć, byleby nie zostać samemu. Umrzeć. Zniknąć. Zamienić się w krasnoludka i mieszkać w kieszeni chłopaka. Najbardziej bolał chyba fakt, że starszy bez wahania zostawiał go dla swojego Minho, tak po prostu, jak zabawkę.

„Stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”

Taemin porzucał swoją różę.



19 komentarzy:

  1. No no, Jong...
    Hę czyli mam rozumieć, że w tym opowiadaniu Taemin jest starszy? Chyba, że gdzieś to pisałaś, a ja przeoczyłam o.O

    Taemin jest.. czymś...
    Biedny Jjongi TTT Niech Cię Kibum pocieszy ^^
    A co od Kibuma-Pedałbum. Nie mogę xDD

    Czekam tak bardzo na spotkanie 2Min TTTT


    Pozdrawiam,
    Lee Juki~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałam o tym kiedyś, ale przelotnie :] I tak, jest starszy i to o tyle, że sobie nie wyobrażasz jak podejrzewam^^ I jak powiedział sam Taemin, raczej trudno by go ująć w definicję czym jest XD
      Mnie też się go zrobiło torszkę szkoda...Kibum go nie pocieszy :c nie planuję JK tutaj niestety, ale zobaczymy co da się dla niego zrobić :)

      Usuń
    2. Takiego z niego staruszka zrobiłaś? O.O Taemin kosmita, w sumie.... dlaczego nie cały Tae to jedna wielka chodząca magiczność *_*
      Bez JK? No trudno ważne, że 2Min ^^

      Usuń
    3. Hah, no jest troszkę stary^^ jednak jak można się domyśleć, nic a nic nie można po nim poznać~ magiczny, damn right ^^
      Tutaj po prostu JK nie pasowałbym do fabuły ;/

      Usuń
  2. Bezzz..
    Nawet nie wiem co mam napisać.. podoba mi się to że rozdział był nie tyle że jedynie o samym Jonghyunie, ale że była tu cała historia jego przyjaźni z Taeminem.
    Popłakałam się i wiem że płakać będę gdy Taemin odejdzie.. Nawet nie chce o tym myśleć. Oczywiście czekam z utęsknieniem na 2min, ale mały Jjong zostanie sam... na zawsze. Taemin go opuści, dla tej całej Charyzmy.
    Czyżby to przez to Kim nie przepadał za Choi, choć i tak nie był pewien czy Minho to ten sam Minho który należał do Taemina, albo i odwrotnie?
    Pedałbum.. na tym się uśmiałam ^^ Ale później znów ten smutny nastrój który wypełniał rozdział..
    Ponownie zakochałam się na nowo w tym opowiadaniu~!
    Pozdrawiam, Twoja zalana w łzach Kasumi ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także nie wiem, co odpowiedzieć....:I nigdy nie spodziewałabym się, że potrafię doprowadzić kogoś do łez...Może zabrzmi to dziwnie, ale to prawdziwy zaszczyt :] Wiedza, że umiałam dobrze przekazać moje uczucia odnośnie zbliżającego się rozstania jest cenna dla mnie jako autora.
      W sumie oprócz historii tej przyjaźni pokazałam też Taemina z innej strony- w końcu nie każdy jest zawsze szlachetny? No i jednak priorytetem jest dla niego jego ukochany Minho <3 Ogólnie z tym Choi to było tak, że byli kumplami póki Jjong nie zorientował się, że obaj Minho ta ta sama osoba XD I że to w sumie przez niego Tae odchodzi...szczerze mówiąc szkoda tego Jonhyuna, ale zobaczymy, jak się jego sprawa zakończy :x
      Dziękuję Ci z całego serca za ten komentarz! Naprawdę miło mi wiedzieć, że tak emocjonalnie zareagowałaś :)

      Usuń
  3. Pedałbum ♥ Jjongie TT^TT Szkoda że nie bd JongKey T~T Rozdział był świetny i sama jestem ciekawa czym dokładnie jest Taemin.. Czekam na kolejny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Liebster Award. Wszystkie informacje z najdziesz u mnie na blogu ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę masz branie, ale ja też nominowałam cię do Liebster Award. Info i pytania na moim blogu ---> www.beststory.blog4u.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. OOO, to było cudowne. Takie smutne na końcu :<<<<<<
    Ale spodobało mi się to, że opisałaś historię Jonga i Taemina. Jest ciekawa i wzruszająca *^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się spodobała...chciałam pokazać ich relację jak najlepiej :)

      Usuń
  7. Niesamowite. Naprawdę niesamowite…
    Zacznijmy od tego, że piszesz w magicznie urzekający sposób. Czytając ten rozdział czułam, jakbym tam była. To jest cudowne. Poza tym ten klimat. Normalnie jakbym czytała jakąś naprawdę interesującą książkę. I ten wątek fantastyczny, że niby TaeMin, to jakaś pozaziemska istota, a MinHo jego odwieczny towarzysz…
    Płakać, to może nie płakałam, ale na pewno miałam takie cudowne uczucie w środku… Nawet nie wiem jak je nazwać słowami. Radość? Spełnienie? Satysfakcja, że w końcu znalazłam coś, co całkowicie mnie pochłonęło? Prawdopodobnie.
    No i bohaterowie. Każdy ma swój niepowtarzalny charakter. Każdy został w tak niezwykły sposób przedstawiony, że nie da się ich nie lubić.
    Najbardziej cenię TaeMina. Jest niepowtarzalny i w cholerę intryguję mnie swoją osobą, ale pewnie tak właśnie ma być, prawda? No i Key! Jest strasznie zabawną postacią. Kiedy tylko wspominasz o nim w opowiadaniu, uśmiech automatycznie pojawia się na mojej twarzy i powtarzam sobie w kółko, że od jutra zaczynam być taka jak on. JongHyun, również jest niczemu sobie. Podoba mi się jego charakter. Rozumiem całkowicie jego przywiązanie do Tae. Gdybym tylko ja mogła coś takiego przeżyć, to na pewno nie pozwoliłabym komuś tak niezwykłemu odejść. Wydaję mi się, że mój świat po takiej stracie stałby się zbyt szary. Straciłabym wszystko w jednym momencie. Nie, nie, nawet nie chce o tym myśleć… To zbyt okropne.
    Co by tu jeszcze… Oczywiście czekam, aż trochę bardziej przedstawisz nam postać MinHo, bo póki co, to mało o nim wiemy. No i chce więcej. Jestem bardzo, bardzo ciekawa ciągu dalszego tego nietuzinkowego opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś skłonna porównać to nawet do książki...? Będę szczera: twój komentarz czytałam jak zaczarowana, bo naprawdę, tak wielką mają moc takie słowa...Najbardziej cieszę się chyba z tego, że dałam ci coś 'co cię pochłonęło'. Sama zazwyczaj szukam rzeczy, które właśnie mnie 'wciągną' i staram się, by to co piszę przyciągało nie tylko romansem...który jest najprostszą przecież formą.
      Hah, ja uwielbiam Kibuma! Pisanie o nim przychodzi mi tak lekko, mimo, iż to zupełnie inny typ charakteru^^ Dlatego wybrałam jego POV, tzn. ten właśnie przeważa...to sama przyjemność. Minho jest zagadką, to prawda, ale z nim zawsze mam problem, dla mnie jest trudną postacią tak jak wbrew pozorom...Onew. Ale będzie o nim więcej, z pewnością, muszę go tutaj podkreślić, jak go widzę <3 Tak na marginesie, ja tez nawet nie chcę sobie wyobrażać straty Jonghyuna...
      Dziękuję Ci za rozświetlenie dzisiejszego dnia twoją opinią!

      Usuń
  8. Nominowałam cię do Liebster Award.! Szczegóły dotyczące nominacji znajdziesz na http://shineeyaoilove.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne :'( Nie mam słów żeby to opisać. Wybitne arcydzieło.
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  10. To było takie piękne !! ;3
    i ta końcówka, serio śliczny rozdział ;**

    OdpowiedzUsuń