wtorek, 12 czerwca 2012

Wiedźma [chap. 2.]





Minho wolał stwierdzić, że Taemin chyba nie do końca wie, co robi. Czasami, widząc dziwny błysk w brązowych oczach miewał wątpliwości, ale jednak mimo wszystko postanowił uznać go za niewinnego. Tak. Cała sytuacja z zaczepianiem go pod stołem stopą i jedzeniem lizaków to po prostu dziecinność. Nie było jego winą, że miał taką gładką skórę, takie miękkie włosy, że tak rozchylał usta, gdy rozciągłą się na podłodze do jakiejś muzyki, że zawsze nosił takie wielkie bluzki, tworząc obraz zmysłowości ubranej w dziecięce, za duże ciuszki z Kubusiem Puchatkiem. Nie było jego winą, że miał takie miękkie ruchy i mały, uroczy jak jabłuszko tyłeczek. 


Czy dzieciak zaczytujący się w Harry’m Potterze i oglądający „Merlina” może ukrywać coś takiego? Chłopiec z naszyjnikiem z klepsydrą, wierzący w jakieś łapacze snów?

Pewnie…że nie. Minho był spokojny. Poza tym, rozmawiało im się bardzo dobrze, gdy Taemin nie zachowywał się akurat dziwnie- nadawali na podobnych falach, lubili podobne rzeczy.

Aktualnie przygotowywał się do malowania dużego pokoju, przykrywając piękne panele folią i już mając zabrać wielki koszyk spod ściany, gdy wyleciały spod niego magazyny. Wziął je do ręki, patrząc najpierw na okładkę- „Men 4 U”. Uniósł brew, kartkując kilka stron i widząc jedynie facetów w różnych ujęciach, czy to na motorze czy naprawiających samochód.

- No, ładnie- powiedział do siebie, uznając, że pani Lee to jednak rozrywkowa kobieta. Jeśli należały do niej.

Gdy wszystko było już gotowe, przyłożył wreszcie pędzel z delikatną, beżową farbą do ściany. Minutę później szczęknęły drzwi i po braku głośnego powitania poznał, że to Taemin. Miał tylko nadzieję, że dzisiaj chłopak będzie w miarę normalny i że nie będzie próbował robić aerobiku akurat tutaj. Czy coś takiego.

- Spotkałem Jjong’a- poinformował go Taemin, stojąc w progu, już bez butów i w koszmarnym mundurku/ - Akurat cola wybuchła mu na twarz…lubię przynosić mu pecha.

Minho zaśmiał się, czując się nieco nielojalnie w stosunku do kumpla. Taemin uśmiechnął się w odpowiedzi, po czym rozpiął marynarkę, odrzucając ją w kąt i został w samej luźnej, szarej bokserce z Tomem i Jerrym. Wyglądał dość groteskowo, gdy tak usiadł na pokrytym folią podłodze z tym swoim luźnym kucykiem, dziecinna bluzką i szkolnymi spodniami w kancik. Przed nim stał postawiony na podłodze, stary telewizor.

- On ma pecha i bez ciebie- stwierdził Minho, nie przerywając malowania.

Taemin uśmiechnął się jeszcze szerzej, jak mały, rudy diabełek. Wyglądał tak uroczo, nie pociągająco, jak zazwyczaj, po prostu uroczo. Czy oprócz pewnej dozy złośliwości przeznaczonej specjalnie dla Jonghyun’a, ten chłopak mógł w sobie gnieździć coś złego? Oczywiście, że nie. Nagle Taemin zaczął nucić, nie odrywając od niego wzroku i Minho ze zdziwieniem stwierdził, że chłopak ma…ładny głos. Przyjemny, mimo niezaprzeczalnego kaleczenia angielskiego.

- I can’t get you out of my head, boy you- I patrzył się tak na Minho, uśmiechając się leniwie- Zaraz zaczną się ‘Przygody Merlina”.

Minho już nawet się nie zdziwił tą nagłą zmianą. Prawie już skończył, skupiony na pracy, nie zauważając oczu obserwujących ruchy jego mięśni poruszających się gładko pod skórą ani omiatających jego ciało wygłodniale. Usłyszał tylko dźwięk włączanego telewizora i jakieś głosy. Gdy obrócił się na chwilę, widział już tylko Taemina skupionego na serialu, bawiącego się bezwiednie naszyjnikiem z klepsydrą.

- Artur jest świetny- powiedział nagle młodszy, uśmiechając się do siebie. - Byłem w nim długo zakochany, wiesz? Ale już nie jestem.

Minho aż przystanął na chwilę, opierając się o drabinę i patrząc w jego stronę na dłużej. Taemin nie miał żadnych, ale to żadnych oporów przed podkreślaniem swojej orientacji, co oczywiście nie było dla Minho problemem, skoro miał taką samą. Czasem po prostu go to zadziwiało i zastanawiał się, czy to właśnie to było powodem spięcia miedzy nim a Jonghyun’em- nigdy tak naprawdę nie dowiedział się dlaczego się nie lubią.

- Wolę brunetów. Są tacy…- dodał, patrząc w końcu na niego i uśmiechając się delikatnie- If you know what I mean~

Doskonale wiedział, że Minho go nie rozumie. Akcentu może nie miał, ale młodszy potrafił co nieco powiedzieć, co w szczególności frustrowało jego mamę. Minho był do tego neutralnie nastawiony, bo przecież na pewno nie mógł mówić nic złego. Dlatego starszy uśmiechnął się, postanawiając jednak zachować jakiś znikomy honor i udać, że zrozumiał żart…jeśli to było w ogóle żartem.

Taemin odwzajemnił uśmiech.


*


Przekornie lub nie, mama wysłała go do katolickiej szkoły. Nie, nie chciała go uciskać ani nic w tym rodzaju, po prostu uznała, że w ten sposób może utemperuje rosnący charakterek syna i zgasi pewne cechy w zarodku. Orientacja jej dziecka nie miała tu wiele wspólnego…no, może troszkę, jak zauważał z ironią Taemin za każdym razem, gdy wkładał na siebie obrzydliwy mundurek. Mama i tak twierdziła swoje, że po prostu chce, by poznawał świat przez pryzmat miłości do Boga. Ponieważ on kochał swoją mamę szczerze, nie mógł się nie zgodzić.

Czasem jednak miał dość-na przykład podczas odrabiania prac domowych z języka ojczystego, wypracowań, których tematy obchodziły go mniej niż śnieg na biegunie. Teraz jednak trafił się wyjątek i dostał dość ciekawy ‘Grzechy w naszym życiu”. Okazało się jednak, że po wstępie nie jest już tak łatwo zredagować jego grzechy do politycznie (i religijnie) poprawnego poziomu jak się wydawało- głowił się, siedząc na schodach ze swoim ulubionym sąsiadem i żując gumę bananową. Onew próbował być pomocny.

- Napisz o tym, jak traktujesz Jjong’a…

- Jeszcze by tego brakowało, żeby mi zniszczył opinię przyjacielskiego w szkole- Taemin wywrócił oczami, kładąc długopis na zeszycie.- Problem w tym, że nie mogę napisać, że na przykład, chciałbym zgrzeszyć z Minho…

Tak, chciałby zgrzeszyć z Minho, chciałby leżeć pod nim, chciałby być przez niego pieprzony i krzyczeć imię Boga z całych sił! Do utraty tchu, pokaleczyć umięśnione plecy kochanka i z pełną świadomością popełnić bardzo zły czyn. Oblizał usta z nieobecną miną, na co jego sąsiad odwrócił wzrok.

Onew był jego ulubionym sąsiadem i szczerze mówiąc, mógłby uchodzić za pedofila, gdy miał swoje ‘stare dni’. Może zabrzmi to śmiesznie, ale Lee Jinki raz wyglądał prawie jak jego rówieśnik (jak teraz, na szczęście, w luźnym T-shircie z jeżem), ale jednocześnie, na przykład zakładając jakiś bożonarodzeniowy sweter, potrafił postarzyć się o parę dobrych lat. W towarzystwie szesnastoletniego Taemin’a, siedząc tak obok niego na schodach w prawie każde popołudnie, mógł wyglądać niepokojąco.

- Chciałbyś z nim…- tutaj zaróżowił się lekko, prawie się jąkając- Nie jesteś za młody? Mam nadzieję, że ty jeszcze nie…

Złapał go za ramię w niespokojnym geście, jednak Taemin zaśmiał się głośno. Pokręcił głową, znowu biorąc długopis do ręki. Czy napisanie, że miewa złe fantazje byłoby wystarczająco pokorne, pełne samo obwiniania się i poprawne? Postanowił jeszcze to skorygować, ale ogólna forma była chyba dobra.

- Coś ty….jeszcze nie- powiedział niskim głosem, nawet na niego nie patrząc- Nie lubię tego, ale czasami wbrew mojej woli, w mojej głowie pojawiają się złe myśli. Wiem, czyje to dzieło- to niewątpliwie szatan i jego…

Jeśli to szatan podsuwał mu takie wyobrażenia, to miał facet dobry gust. Taemin uśmiechnął się do siebie, nie odpowiadając na dalszą część Onewowego pytania dotyczącego Minho. Po co hyung ma się martwić?


*

Minho siedział już po pracy, zatrzymany przez panią Lee w kuchni. Krzątała się teraz, przygotowując jakiś makaron, chyba z obiadu. Ogólnie zazwyczaj Minho wyskakiwał gdzieś na obiad w mieście, dosłownie na piętnaście minut, bo czuł się zwyczajnie pasożytem. Z resztą, jedzenie przy Taemin’ie, nawet razem z jego mamą, było niebezpieczne. Trzeba było uważać na pewne figlarne stopy pod stołem.

Nie to, żeby Minho miał coś przeciwko…to po prostu zaczynało się robić niebezpieczne. Ważna zasada numer jeden: nigdy nie pożądaj swojego pracodawcy ani żadnego jego dziecka. Nigdy nie chciej być chłopakiem tegoż dziecka, nie chciej go całować, aż straci oddech ani nie chciej żadnych rzeczy związanych z dotykaniem (tego dziecka).

- Proszę, tego Minnie nie zdążył pochłonąć. Straszny z niego żarłok jak na taką chudzinę. - powiedziała pani Lee, a w jej głosie zabrzmiała mimo wszystko duma z jej ‘żarłocznego, chudego synka”.

Minho uśmiechnął się z wdzięcznością, biorąc miskę i zabierając się do jedzenia.

Ogólnie zaczynał powoli tracić swój stabilny grunt w ocenie Taemin’a jak i swój stoicki spokój. To drugie przede wszystkim dlatego, że widok chłopaka leżącego na podłodze, pod jego drabiną, zmęczonego po jakimś treningu, z włosami rozpuszczonymi i rozsypanymi wokół twarzy był naprawdę rzeczą trudną do zignorowania. Minho musiał spojrzeć w oczy zezowatej prawdzie, a nie było to przyjemne- lubił Taemin’a. Bardzo, bardzo lubił…

- Czy on…-zagaiła nagle pani Lee, siadając obok niego. - Jakoś ci się narzuca?

Minho uniósł brwi, przełykając makaron. Mina kobiety nie mówiła nic szczególnego. Może sprawiała wrażenie nieco zatroskanej. Minho zastanowił się przez chwilę, czy wydać Taemin’a, ale natychmiast zgromił się za tą durną myśl- dlaczego miałby to robić? Jeśli już nawet Taemin mu się ‘narzucał’ to było to bardzo przyjemne ‘natręctwo” i Minho nie miał nic przeciwko.

- Nie…jest po prostu przyjacielski- odparł z uśmiechem, nabierając jeszcze trochę pysznego makaronu.

Pani Lee pokręciła głową, nie bardzo mu chyba wierząc. Była bystrą kobietą i zachowanie jej małego Minnie nie mogło umknąć jej uwadze.

- Nigdy się tak nie zachowywał…musisz mu się naprawdę podobać- powiedziała, a on nie był już nawet zaskoczony taką szczerością. - Po prostu go ignoruj. Do skończenia szkoły ma zostać czysty jak skrzydło anioła.

I wyszła. Zostawiła Minho z niewyraźną miną i myślą, że może ‘skrzydła anioła ‘ nie są zbyt fortunną metaforą w stosunku do tego rudego demona….do Taemin’a. Parsknął sam do siebie, pochylając się nad jedzeniem. Biedna pani nie wiedziała, że jej syna ignorować się nie da i choćby nie widział się z nim danego dnia, i tak będzie o nim myślał.

Jakby rzucił na niego jakiś urok.


.

2 komentarze: